Oficerowie Wojskowych Służby Informacyjnych mogą mieć krew na swych rękach. Dostarczali bowiem broń rosyjskiej mafii, jednej z najbardziej bezwzględnych i niebezpiecznych organizacji przestępczych na świecie. Z bandytami - mającymi często powiązania z sowieckimi służbami - łączyła ich wspólna przeszłość. W szeregach WSI znaleźli się bowiem agenci szkoleni przez radziecki wywiad GRU - donosi "Fakt".
Każda z kolejno odkrytych tajemnic WSI potwierdza, że oficerowie tych służb byli niezwykle niebezpieczni dla Polski. Nie tylko przenikali w świat mediów, gospodarki i polityki, ale nawet zbroili rosyjską mafię. "To jest jasno i otwarcie poparte dokumentami i personaliami osób, które to robiły" - ujawnił w wywiadzie dla radiowej Trójki Antoni Macierewicz, likwidator WSI.
Szefowie wojskowych służb mieli znacznie więcej do ukrycia. Wczorajsza "Rzeczpospolita" ujawniła, że w WSI stworzono elitarny oddział Y. Służył on do zadań specjalnych, w tym prawdopodobnie związanych z handlem bronią. Y tworzyli specjalnie wyselekcjonowani ludzie, wyszkoleni przez sowiecki wywiad GRU. To byli najlepsi z najlepszych. Zajmowali najwyższe stanowiska w państwie i w gospodarce. Wśród nich znalazł się były wicepremier w rządzie Mieczysława Rakowskiego, Ireneusz Sekuła. Zamieszany w wielkie afery finansowe, w 2000 roku zginął w zagadkowych okolicznościach. Zdaniem policji, miał trzykrotnie postrzelić się w brzuch...