Gorzowski sąd uznał, że złodziej akt nie pójdzie siedzieć. Dlaczego? "Nie zdziwiliśmy się. Decyzję podejmowali przecież jego byli podwładni" - mówi DZIENNIKOWI jeden z prokuratorów badających sprawę. "To prawda, że wśród tych akt jest sprawa dotycząca wiceministra Surmacza" - potwierdza prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. "Na razie nie wiemy, po co zostały wyniesione. Nie wykluczam możliwości szantażu" - dodaje.
Akta trafiły w ręce policji przypadkiem. Policjanci trafili na auto, które było zgłoszone jako skradzione. W jego bagażniku natrafili na masę dokumentów. Wśród nich były te, związane ze sprawą Surmacza. Jak się okazało właścicielem auta jest Jarosław A., obecnie komornik (oceniany jako jeden z najbogatszych w Polsce komorników), a dawniej - szef gorzowskiego sądu. Dzięki zmianie profesji dorobił sie gigantycznej fortuny. Kilka miesięcy temu za 12 mln zł kupił szczecińską firmę Porta-Mare, która jest właścicielem trzech hoteli i ośrodka wypoczynkowego. "Mamy podejrzenia, że w gorzowskim sądzie istniała nielegalna symbioza między sędziami a komornikami. Badamy, czy sędziowie wydawali decyzje, na których korzystał finansowo A." - mówi DZIENNIKOWI wysoki rangą urzędnik Ministerstwa Sprawiedliwości.
Wczoraj jeszcze raz udowodnił, jak wiele może w środowisku gorzowskich sędziów - pisze DZIENNIK. "W ciemno obstawialiśmy, że aresztu nie będzie, tylko niewielka kaucja" - mówi DZIENNIKOWI jeden z oficerów gorzowskiej policji. I tak też się stało. Sąd nakazał mu zapłatę 80 tys. zł. "To dla niego grosze" - twierdzą policjanci. Ale już wkrótce szczęście opuści A. Dlaczego? "To, że sąd nie zastosował aresztu tymczasowego, wskazuje na jakąś patologię" - komentuje prokurator Kaczmarek. I zapowiada, że prokuratura odwoła się od decyzji gorzowskiego sądu.