Pod koniec patrolu dwóch delikwentów z prewencji zjawiło się na posterunku. Zaczęli prześcigać się w opowieściach, jak to trafili na dwóch groźnie wyglądających osobnikow. Jak stwierdzili, postanowili ich sprawdzić, bo - podobno - mieli ze sobą groźnego psa - amstafa. Wtedy się zaczęło... Jeden z zatrzymanyuch wyciągnął dechę i zacząć lać policjantów. W tym zamieszaniu bandyci mieli im zwędzić radio. Pechowi policjanci trafili nawet do szpitala na obserwację z potłuczeniami.
Okazało się jednak, że kłamali jak z nut! Jak powiedział rzecznik stolecznej policji Mariusz Sokołowski, wyszło na jaw, że radio po prostu... gdzieś podziali i zdecydowali się nakłamać w pracy ze strachu, że przełożeni pojadą im po pensji. Zamiast tego wpakowali się w jeszcze większe kłopoty. Bo zamiast dostać po kieszeni, obaj wylecą z pracy. A dodatkowo będą się ze swoich historii tłumaczyć przed sądem.