Spływ Wisłą od jej źródeł u podnóża Baraniej Góry aż do Gdańska okazał się wyzwaniem dla małej Poli. Mała jednak podołała, i jak twierdzi jej mama, zmężniała i zaokrągliła się. "Wybraliśmy się z Polą na szczyt Baraniej Góry. Nasi przewodnicy obliczyli trasę na trzy godziny, ale droga zajęła nam dużo więcej" - opowiadał DZIENNIKOWI tata. Pogoda na szczycie załamała się, dziecko trochę przemarzło, ale ratowali się herbatą z cytryną. Mama Poli, pani Katarzyna, chciała już wracać, ale śmiejące się dziecko uspokoiło obawy o zdrowie córki.
"Chciałam pakować walizki. Pomyślałam, że Pola nie da rady, że się rozchoruje" - tłumaczy Katarzyna Kamińska. Jednak dziewczynka wędrówkę po Babiej Górze zniosła znakomicie i nie mogła doczekać się podróży po Wiśle. Płynąc raz tratwą, raz łodzią albo pontonem, rodzina docierała do kolejnych miast. Mała podróżniczka odwiedziła m.in. planetarium w Toruniu. "Spytałam ją potem, co by było, gdyby słońce zgasło" - wspomina pani Katarzyna.
"Spojrzała na mnie i rezolutnie odpowiedziała: lampa" - śmieje się mama. Wyprawa zaowocowała wieloma doświadczeniami, które z pewnością zostaną wykorzystane podczas planowanej z całą rodziną wyprawy dookoła świata. "Na pewno zmodyfikujemy trasę" - mówi polarnik i dodaje, że plan musi być bardziej bezpieczny dla dziecka. Wielką wycieczkę zaplanowano na początek przyszłego roku.