Dziennik Gazeta Prawana logo

Żołnierz nie może pić ani brać łapówek

12 października 2007, 13:54
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Żołnierze upijający się na umór czy biorący łapówki powinni się bać tego dokumentu. To Kodeks Honorowy Żołnierza Zawodowego Wojska Polskiego. Obowiązuje od wczoraj - pisze DZIENNIK.

Dokument przygotował Konwent Dziekanów Korpusu Oficerów na polecenie Ministerstwa Obrony."Kodeks Honorowy jest wyrazem dążenia do tego, by żołnierz polski nawiązywał do nieśmiertelnych wartości: odwagi, honoru, rycerskości wobec słabszych, do tego, co w historii oręża polskiego jest najlepsze" - powiedział wczoraj minister obrony narodowej Radosław Sikorski, odbierając dokument.

Tylko czy w dzisiejszych czasach będzie miał on taką wagę, jak w przedwojennej Polsce kodeks Boziewicza? Niedawno podczas badania zasobów pojęciowych nastolatków ani jeden z tysięcy ankietowanych nie potrafił określić, co oznacza słowo "honor". Większość z tych, którzy w ogóle udzielili jakiejś odpowiedzi, wyjaśniała, że: "honor to jak się bije w mordę, kiedy kto obrazi". Przyjęty wczoraj dokument rodził się w bólach przez kilka miesięcy, powstało jego kilka wersji, a ostateczna jest... pełna ogólników i pustosłowia.

"W sprawach objętych Kodeksem Honorowym żołnierz ma prawo do publicznego prezentowania swojego stanowiska na właściwym zebraniu korpusu zawodowego" - mówi punkt pierwszy rozdziału piątego. Takie lanie wody ma się nijak do Polskiego Kodeksu Honorowego Władysława Boziewicza, który był biblią przedwojennego oficera dżentelmena. "Wtedy wymogi wobec żołnierzy były bardzo surowe" - mówi Jan Sitek, syn kapitana Armii Krajowej, działacz ruchu oporu. Kodeks Boziewicza bardzo wyraźnie wymieniał, kto jest osobą niehonorową. Do takich zaliczał ludzi ukaranych przez sąd za przestępstwo pochodzące z chciwości, mieszkających z obcymi kobietami, łamiących słowo honoru. A także zdrajców, tchórzy, kłamców i oszczerców.

"Długi też nie wchodziły w rachubę" - mówi Sitek. "Z opowieści ojca wiem, że generał Władysław Bortnowski, zanim objął dowództwo nad dywizją w Zamościu, rozkazał żandarmom, aby przynieśli księgi z listami oficerów zadłużonych u żydowskiego bankiera Elbauma. Wojsko spłaciło te długi i potrącało je z pensji żołnierzy" - dodaje.

Znieważony człowiek honorowy miał prawo dochodzić sprawiedliwości. Oficerowie mogli czynnie reagować na zniewagę "każdą bronią lub przedmiotem, znajdującym się pod ręką". Brak reakcji oznaczał dyshonor, a największym była odmowa pojedynku, co groziło wydaleniem z armii przez sąd koleżeński. "Mundur zobowiązywał i oficera wszyscy szanowali, to był ktoś!" - mówi syn przedwojennego kapitana.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj