Budynek tuż obok Sears Tower, najwyższego amerykańskiego wieżowca, nie rzuca się w oczy. Uderza w nim jednak to, że nie ma okien. Zamiast nich są wąskie szczeliny przypominające otwory
strzelnicze.
Tak wygląda areszt federalny, w którym siedzi Edward Mazur. Biznesmen nie ma żadnych luksusów - więzień nr 22299-424 ma pojedynczą celę z łóżkiem, umywalką i toaletą. Nie ma telewizora
ani radia, praktycznie żadnych rzeczy osobistych. Amerykańskiemu więźniowi przysługuje widzenie z rodziną raz w tygodniu i dodatkowo w co drugi weekend. Pensjonariusz może także widywać się
z adwokatem. Menu nie jest wykwintne - dominują: hamburgery, frytki, jajecznica.
Mazur może korzystać z boiska na dachu i z sali do ćwiczeń. O ucieczce nie ma mowy. Na dachu 88-metrowego budynku więźniów pilnują strażnicy uzbrojeni w długą broń, a dodatkowo dach
przykrywa metalowa siatka. Przy każdym wyjściu z celi biznesmen ma zakładane kajdanki na ręce oraz nogi i jest dokładnie przeszukiwany. Standardowo przeszukiwana jest także jego cela.
15 listopada sędzia wysłucha jeszcze raz jego obrońców i zadecyduje, czy zwolni go za kaucją, czy zostawi w więzieniu - co oznaczać może rozpoczęcie procedury ekstradycyjnej. W Chicago głośno mówi się, że kancelaria Jenner & Block zarobi kilka milionów dolarów na tym, by Mazur Chicago zbyt szybko nie opuścił.