A jest za co przepraszać. W jednej chwili zabrakło prądu w Centrum, na Ochocie i w części Mokotowa. Co więcej, stanęły nawet elektryczne pompy w wodociągach. Zatrzymały się tramwaje, wysiadły światła na skrzyżowaniach. Ruchliwe zazwyczaj ulice zamieniły się w gigantyczny korek. Między samochodami przepychały się na sygnałach karetki pogotowia energetycznego.

Nad paraliżem stolicy próbowały zapanować policja i straż miejska. W Centrum Kryzysowym przy Urzędzie Miasta i w STOEN-ie urywały się telefony. Ale nikt tak naprawdę nie potrafił powiedzieć, dlaczego zgasło światło.

Awarię usunięto po godzinie. Ale dopiero następnego dnia wyszło na jaw, że za całe zamieszanie odpowiada nieostrożny monter. Zamyślił się albo nie pomyślał, gdy grzebał w stacji transformatorowej. Chwila nieuwagi i zwarcie gotowe.