Nad Islandią o mało nie doszło do tragedii. Bo okazało się, że jedna z maszyn nie jest w stanie lecieć dalej. Zupełnie wysiadł system tankowania. Pilot musiał szybko ratować samolot i awaryjnie lądować na najbliższym lotnisku - w towarzystwie drugiego myśliwca dotknął szczęśliwie lotniska w Keflaviku - dowiedział się dziennik.pl ze źródeł w dowództwie wojsk lotniczych. Rzecznik MON Piotr Paszkowski odmówił komentarza w tej sprawie - potwierdził jedynie, że maszyny są na Islandii.
Dwóm pozostałym samolotom udało się jakoś wylądować w Niemczech. A tam w bazie oglądają je mechanicy.
Cztery samoloty wystartowały z USA z jednodniowym opóźnieniem. I to jedyny sukces tej misji. Po tej awarii dwa samoloty przylecą do bazy w Krzesinach jutro, dwa kolejne - pojutrze. Jeśli nic
więcej się im nie popsuje, zdążą na wielką powitalną fetę na poznańskie lotnisko.
To naprawdę wstyd! Po co Polsce taki złom? Samoloty psują się co i rusz, a poza tym nie są w stanie przelecieć z Ameryki do Europy bez jednej awarii.