Wybuch metanu, tąpnięcie i pożar. Takie niebezpieczeństwa czyhały na górników "Halemby", gdy schodzili pod ziemię. Mimo że dyrekcja kopalni o tym wiedziała, bezmyślnie posłała ich tam po sprzęt.
Tylko naprawdę doświadczeni ratownicy mogliby sobie poradzić w podziemiach. Bo, by nie doszło do pożaru, trzeba było ograniczyć dostęp powietrza. W ten sposób jednak musiało wzrosnąć stężenie metanu. Do tego jeszcze dochodziło niebezpieczeństwo tąpnięcia. Dla niedoświadczonych górników z prywatnej firmy był to wyrok śmierci - dowiedziało się radio RMF.
Ale wynajęcie ratowników to dla kopalni byłyby dodatkowe koszty, których chciano uniknąć. A te pozorne oszczędności skończyły się śmiercią 23 mężów i ojców.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|