Naczelna Izba Lekarska zapowiada rewolucję. Wczoraj głosowała nad nowym indeksem kar dla lekarzy, którzy popełnią błąd w sztuce medycznej lub zachowają się nieetycznie. Ich wykluczenie z zawodu ma pomóc medykom w odbudowie zaufania - pisze DZIENNIK.
Po ujawnieniu licznych skandali z udziałem lekarzy próba oczyszczenia środowiska stała się dla medyków poważnym wyzwaniem. Ich notowania systematycznie bowiem
spadają. Ostatni raport CBOS o uczciwości i rzetelności zawodowej (z marca 2006 r.) klasyfikuje ich dopiero na dwunastym miejscu - po strażakach, naukowcach, pielęgniarkach, nauczycielach,
dziennikarzach czy rzemieślnikach.
Mało kto jednak wierzy w korporacyjną sprawiedliwość. Gros błędów medycznych jest bowiem przez środowisko tuszowany. Szacuje się, że lekarze są karani tylko w 200-300 przypadkach na 20-30 tys. błędów popełnianych rocznie. "Dlatego większość pokrzywdzonych pacjentów zamiast do nas, idzie do prokuratora" - przyznaje dr Jacek Niezabitowski, rzecznik odpowiedzialności zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Lublinie.
Tak było w przypadku 19-letniej krakowianki, Karoliny. Rodzice dziewczyny od razu zgłosili się do prokuratury po tym, jak w styczniu 2004 roku ich córka przeszła w szpitalu uniwersyteckim w Krakowie nieudaną operację mózgu. W wyniku zabiegu dziewczyna ma nie tylko zdeformowaną twarz, ale też poważnie uszkodzony układ nerwowy. "Moje życie po operacji legło w gruzach. Mam kłopoty z pamięcią i koncentracją. Jestem okaleczona" - skarżyła się sędziemu podczas rozprawy. Sąd przyznał jej rację i wymierzył dotkliwą karę finansową szpitalowi. Nie udało mu się jednak udowodnić winy lekarzowi. Koledzy stanęli bowiem za chirurgiem murem.
Mało kto jednak wierzy w korporacyjną sprawiedliwość. Gros błędów medycznych jest bowiem przez środowisko tuszowany. Szacuje się, że lekarze są karani tylko w 200-300 przypadkach na 20-30 tys. błędów popełnianych rocznie. "Dlatego większość pokrzywdzonych pacjentów zamiast do nas, idzie do prokuratora" - przyznaje dr Jacek Niezabitowski, rzecznik odpowiedzialności zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Lublinie.
Tak było w przypadku 19-letniej krakowianki, Karoliny. Rodzice dziewczyny od razu zgłosili się do prokuratury po tym, jak w styczniu 2004 roku ich córka przeszła w szpitalu uniwersyteckim w Krakowie nieudaną operację mózgu. W wyniku zabiegu dziewczyna ma nie tylko zdeformowaną twarz, ale też poważnie uszkodzony układ nerwowy. "Moje życie po operacji legło w gruzach. Mam kłopoty z pamięcią i koncentracją. Jestem okaleczona" - skarżyła się sędziemu podczas rozprawy. Sąd przyznał jej rację i wymierzył dotkliwą karę finansową szpitalowi. Nie udało mu się jednak udowodnić winy lekarzowi. Koledzy stanęli bowiem za chirurgiem murem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|