Doniesienia "The Independent" znajdują potwierdzenie w raporcie o handlu siłą roboczą, przygotowanym przez Anti-Slavery International - największą i najstarszą organizację walczącą o prawa człowieka w Zjednoczonym Królestwie. Dokument nie pozostawia złudzeń: Wielka Brytania, która emigrantom zarobkowym jawiła się jako ziemia obiecana, dla tysięcy z nich stała się piekłem na ziemi. Przemoc, wyzysk, pobieranie haraczy, groźby, odbieranie paszportów, dawanie do podpisu sfałszowanych dokumentów i przede wszystkim zmuszanie do harówki ponad siły - tak wygląda codzienność wielu przybyszów, których skusiła wizja wysokich zarobków na Wyspach. Wśród nich są emigranci z Europy Środkowo-Wschodniej, Azji, Ameryki Południowej i Afryki.
Ilu w tej grupie może być Polaków ? Trudno ocenić, ale nieoficjalnie mówi się nawet o 500 naszych rodakach. Od wejścia Polski do Unii Europejskiej szacuje się, że za pracą wyjechało tam przynajmniej 200 tys. naszych obywateli.
Jedną z osób, która trafiła do takiego obozu pracy na przedmieściach Londynu, była 28-letnia Dorota (imię zmienione) z małej miejscowości pod Białymstokiem. Ogłoszenie znalazła w lokalnej prasie. "Wszystko wyglądało super. Miałam pomagać w kuchni, zapewniano wyżywienie i zakwaterowanie, ale gdy przyjechałam na miejsce, okazało się, że wcale nie jest tak różowo" - wspomina. Za wszystko pobierano dodatkowe opłaty. "Pośrednik zażyczył sobie procentu od moich zarobków, a umowa, którą podpisałam, była dla mnie mało zrozumiała. Wprawdzie mówili, że pracuję legalnie, ale nie miałam do nich zaufania. Co gorsza pośrednik nie chciał zwrócić mi moich dokumentów i straszył, że jak się nie wykupię, to policja potraktuje mnie jak przestępcę i zabiorą mi wszystkie pieniądze. Byłam przerażona, no i było mi strasznie wstyd wracać do domu bez pieniędzy" - wspomina dwumiesięczny horror kobieta.
Zdaniem pracowników organizacji Anti-Slavery Dorota i tak miała szczęście. "Wiele osób spotyka się z przemocą i groźbami, że coś złego spotka ich bliskich. Są tak przerażeni i osaczeni, że funkcjonują w tej matni bardzo długo" - alarmuje Beth Herzfeld, rzeczniczka prasowa Anti-Slavery.
Dlaczego jak dotąd policja nie ujawniała przymuszania do pracy na Wyspach? "To zjawisko jest głęboko ukryte, niewolnicy są zastraszani, ukrywani i przewożeni z miejsca do miejsca" - wyjaśnia Herzfeld. Jaka jest skala zjawiska? "Nie mamy jeszcze statystyk, ale praktycznie nie ma dnia, aby ktoś nie sygnalizował, że potrzebuje pomocy, albo nie prosił nas o o radę" - dodaje.
Z przygotowanej przez Anti-Slavery listy branż najbardziej sprzyjających wyzyskowi wynika, że na Wyspach z niewolnictwem mamy do czynienia, podobnie jak we Włoszech, na farmach. Ale nie tylko. Z zagrożeniem wiąże się także budownictwo, przemysł spożywczy, hotele, restauracje.
Magdalena Janczewska: Według dziennika "The Independent" na Wyspach kwitnie wyzysk pracowników. Wśród ofiar niewolniczej pracy są także polscy obywatele...Janusz Wach, konsul generalny RP w Londynie: Wyzysk Polaków nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem. Często interweniujemy w sprawach konfliktów pomiędzy Polakami a ich pracodawcami w Wielkiej Brytanii. Za sprawą naszych interwencji na angielskie farmy, gdzie wykorzystywano nawet kilkudziesięciu Polaków, wkraczała policja.
W jaki sposób ich wykorzystywano?
Pobierano od nich dodatkowe opłaty praktycznie za wszystko: odzież roboczą, transport na pole, zamieszkanie, jedzenie. Jeden z farmerów zarabiał nawet na przyczepach kempingowych, w których kwaterował pracowników. Miał z tego 300 funtów tygodniowo.
Czy w Wielkiej Brytanii działają grupy przestępcze, które zajmują się handlem ludźmi i pobieraniem haraczy w zamian za pracę?
Z całą pewnością działają grupy, które zarabiają na ludzkiej niewiedzy. Co smutne, wiele z nich współpracuje z polskimi gangami. To w Polsce ogłaszają się wszelkiego typu biura pośrednictwa czy fikcyjni pośrednicy pracy, którzy werbują ludzi.
A co pan radzi Polakom, którzy już znajdą się w takiej matni, są zastraszeni, ktoś nie chce im wypłacić pieniędzy?
Najzwyczajniej odejść. Proszę nie martwić się dokumentami, nie dawać zastraszać, że ktoś naśle na nas policję, albowiem żadnego przestępstwa nie popełniamy. Należy jak najszybciej zgłosić się na policję albo do konsulatu i zacząć proces dochodzenia swoich praw.