Dwa lata temu, kiedy Włodzimierz Cimoszewicz był "ostatnią nadzieją lewicy" w kampanii wyborczej na prezydenta Polski, Anna Jarucka wysłała do sejmowej komisji badającej aferę PKN Orlen list, w którym twierdziła, że zmieniła zeznanie podatkowe Cimoszewicza. Po to, by ukryć akcje Orlenu, które kupił.

Później w śledztwie okazało się, że dokument - a była to kopia pozwolenia Cimoszewicza na zmianę deklaracji podatkowej, którym posługiwała się Jarucka - został sfałszowany.

Prokuratura stawia też byłej asystentce szefa MSZ zarzut składania fałszywych zeznań i ukrywanie w domu dokumentów wyniesionych z ministerstwa.

Annie Jaruckiej grozi do pięciu lat więzienia.