Arcybiskup nie stawił się na rozprawie. Powód? Zły stan zdrowia.
W zeszłym tygodniu duchowny wystąpił z prośbą o autolustrację. Domaga się sądowego potwierdzenia, że nie był tajnym i świadomym współpracownikiem służb specjalnych. Zgodnie z przepisami duchowni nie podlegają lustracji, ale arcybiskup był m.in. rektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. A to funkcja publiczna, która podległa lustracji.
Adwokat abp. Wielgusa widzi szanse na oczyszczenie swego klienta. Twierdzi, że część teczki sfałszowano, a duchowny nie podjął "rzeczywistej współpracy".
Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka ujawnił wczoraj w TVN24, że archiwiści trafili na nowe dokumenty w sprawie arcybiskupa. Dotyczą jego współpracy ze służbami PRL w kraju i za granicą. Kurtyka nie zgodził się jednak na ujawnienie żadnych szczegółów. Z dokumentami ma się najpierw zapoznać Kościelna Komisja Historyczna. To oznacza, że akta te nie trafią dziś do sądu lustracyjnego.
Sąd ten jednak najpewniej nie zdąży przeprowadzić procesu, zanim 15 marca zostanie zlikwidowany - zgodnie z nową ustawą lustracyjną. Wtedy sprawę przejmie warszawski Sąd Okręgowy.
Abp Wielgus 7 stycznia zrezygnował z funkcji metropolity warszawskiego po tym, jak w IPN znaleziono jego teczkę. Były w niej materiały dotyczące współpracy duchownego ze służbami specjalnymi PRL.
Dwie komisje - kościelna i powołana przez Rzecznika Praw Obywatelskich - uznały, iż są dowody, że Wielgus w latach 1973-78 zobowiązał się co najmniej do współpracy z wywiadem PRL i wyrażał do tego gotowość. Podpisał też dwa zobowiązania do współpracy. Sam Wielgus przeprosił wiernych za swój błąd sprzed lat.