Dziennik Gazeta Prawana logo

Morderca rodziny powiesił się po wyjściu z więzienia

13 października 2007, 14:07
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Siekierę wziął z podwórka. Wszedł do pokoju, w którym spała żona i dwójka jego synów. Uderzał, by zabić... Ten horror wydarzył się 15 lat temu. 45-letni Kazimierz P. kilka dni temu wyszedł z więzienia. Poszedł na grób swoich ofiar. A potem się powiesił - pisze "Fakt".

Mieszkańcom małego Zaborowa (Wielkopolskie) jeszcze dziś skóra cierpnie, gdy wspominają tamtą przerażającą zbrodnię. Nie wiedzą, co tak naprawdę się stało.

Jakub i Paweł uwielbiali ojca. Żona Halina też za nim przepadała. Szczęśliwe małżeństwo, takie wzorcowe. W domu się powodziło, ciężko pracowali, niczego im nie brakowało. Idylla. Idylla, która zakończyła się krwawą łaźnią - czytamy w "Fakcie".

Kazimierza P. coś obudziło chwilę przed 6. Poszedł do kuchni. Za nim wszedł tam Kubuś. Poprosił ojca o szklankę mleka. Potem poszedł jeszcze trochę pospać. P. podszedł do drzwi sypialni. Popatrzył na spokojnie śpiącą rodzinę. I nagle poszedł na podwórko. Wziął siekierę, wrócił do domu. Zamordował swoją rodzinę.

Zachowywał się, jakby nic się nie stało. Siekierę ukrył na strychu. Wyszedł z domu i poszedł do całodobowego baru, żeby napić się piwa. Po kilku kuflach poszedł na policję. Zaczął opowiadać jakąś pogmatwaną historię. Policjanci pojechali do jego domu. Gdy zobaczyli ciała ofiar, zmroziło ich. Kazimierz P. został zatrzymany.

Podczas procesu był bardzo spokojny. Przebadali go biegli psychiatrzy. Doszli do wniosku, że P. znajdował się w stanie tzw. pomroczności sennej. To znaczy, że wydawało mu się, iż to, co robi, to tylko sen. Dlatego dostał tylko 15 lat - pisze "Fakt".

Jeszcze z aresztu zaczął wysyłać listy do swojej teściowej. Pozdrawiał, pytał, co słychać. "Na święta opłatek mi przysłał. Jakby nic się nie stało. I nigdy nie napisał, dlaczego to zrobił, dlaczego zabrał najdroższe mi istoty" - Czesława Nawrot ma łzy w oczach. Wciąż wspomina córkę i dwoje wnucząt.

Po jakimś czasie listy przestały przychodzić. P. odsiedział całą karę. Niedawno wyszedł z więzienia. Pierwsze kroki skierował na cmentarz. Długo stał nad wspólnym grobem Halinki i chłopców. Nie przyniósł kwiatów, nie zapalił znicza. Stał i patrzył.

Po tej wizycie pojechał do pobliskiego Rawicza. Wynajął pokój w hotelu. Wszedł do łazienki. Ze spodni wyciągnął pasek. Przeciągnął go przez klamrę. Pętlę powiesił na klamce. Zwłoki powieszonego Kazimierza P. znalazła obsługa hotelu. Nie zostawił listu.

"Niech będzie przeklęty" - mówi Czesława Nawrot. "Córki i wnuków mi to nie zwróci, ale czuję ulgę. Nie będę musiała już oglądać tego mordercy. Nie będę już się bać" - w ręku pani Czesława trzyma zdjęcie swoich wnuczków - pisze "Fakt".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj