Pijanego maszynistę policjanci zatrzymali w Czerwińsku w Lubuskiem. Okazało się, że miał 3 promile alkoholu we krwi. I zamiast do niemieckiego Guben, gdzie miały trafić cysterny, 45-letni maszynista pojechał do izby wytrzeźwień. Razem ze swoim pomocnikiem, który miał we krwi promil alkoholu.

"Cysterny nie były napełnione paliwem, ale gdyby pociąg się wykoleił, to i tak by wybuchły. W środku były opary" - twierdzą eksperci PKP. Dlatego, po wytrzeźwieniu maszynista i jego pomocnik dostali poważne zarzuty - narażenia na spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym. "Grozi za to nawet osiem lat więzienia" - informuje Małgorzata Stanisławska z zielonogórskiej policji.