"Nie wyobrażam sobie, aby doszło do skandalu i naruszenia prawa" - mówi Wiechecki. A tak było, jego zdaniem, gdy cztery lata temu do portu we Władysławowie wpłynął statek "Langenort". Czyli słynna pływająca klinika aborcyjna.
"Obecnie LPR jest w rządzie i może dużo więcej niż wtedy" - grozi Wiechecki. Komu? Feministycznej organizacji "Kobiety na falach", która zapowiada, że jeszcze w tym roku pływająca klinika aborcyjna wpłynie do któregoś z polskich portów.
"Dla takich statków nie ma miejsca w Polsce" - uważa Wiechecki. I przypomina, że każdy statek, który wpływa do polskiego portu, musi mieć na to zgodę władz. A służby podległe ministrowi nie wydadzą pozwolenia na wpłynięcie statku aborcyjnego do żadnego z polskich portów.
Przez ostatnie trzy lata "Kobiety na falach" nie wypływały w morze, bo po kontrowersyjnych kampaniach tej organizacji w Irlandii (2001), Polsce (2003) i Portugalii (2004) holenderski chadecki rząd ograniczył w 2004 r. jej działania do okolic jednego ze szpitali w Amsterdamie. Jednak w ostatnich dniach licencja na rejsy została odnowiona.