Ostatnie testy pancerza skończyły się na poligonie w Nowej Dębie na Podkarpaciu. Wojsko nie chce ujawnić wyników testów, tłumacząc, że teraz musi powstać oficjalny raport specjalnej komisji.
Dziennikowi.pl udało się jednak dowiedzieć, że próba się powiodła.
Pancerz jest na tyle wytrzymały, że pojazdy te będą używane nie tylko do transportu żołnierzy, ale także w misjach bojowych.
Rosomak jest już odporny na strzały pociskami przeciwpancernymi kalibru 14 i pół milimetra. Taką bronią najczęściej atakują obcych żołnierzy afgańscy terroryści. Wzmocniony pancerz nie zmienia też tzw. właściwości jezdnych transportera, czyli prościej mówiąc - pojazd nie jest zbyt ciężki, by np. ugrzęznąć w błocie lub przy przejeżdżaniu przez rzekę.
Wcześniejsza wersja opancerzenia była za słaba - tak przynajmniej uważali wojskowi. Ale z ostatnich testów byli zadowoleni. Misję Rosomaków w Afganistanie można więc już uznać za rozpoczętą. Pojazdy są właśnie przerzucane do Afganistanu samolotami. Ma być ich tam w sumie 24 sztuki.
Gdyby testy izraelskiego pancerza nie powiodły się, Rosomaki byłyby używane tylko do transportu żołnierzy. Ale teraz dzięki wytrzymałemu opancerzeniu mogą być używane do akcji bojowych, gdzie zakłada się ostrą wymianę ognia ze ściganymi terrorystami.
Rosomaki jadą do Afganistanu bez nowego pancerza, ten będzie montowany już w polskiej bazie.