Stowarzyszenie ma się nazywać Stop Nierzetelni. Na razie są to tylko plany, ale grupa osób, dla której występ w programie TVP skończył się traumą, wystosowała już pierwsze żądanie. Chcą, by w czasie programu na dole ekranu wyświetlano ostrzeżenie: "Osoby wypowiadające się w »Sprawie dla reportera« robią to na własne ryzyko i mogą za swoje słowa odpowiedzieć przed sądem. Redakcja bowiem nie bierze za nie odpowiedzialności".

"Przypadła mi rola czarnego charakteru i tyle. Miał być program o facecie, który prześladuje trzy bezbronne kobiety, w tym rodzoną córkę, i był" - mówi w rozmowie z "Newsweekiem" Janusz Rawczuk, który czuje się poszkodowany przez autorkę programu. Wynikało z niego, że najpierw potężnie się zadłużył, a potem chciał sprzedać mieszkanie, w którym żyła jego córka, była żona i teściowa; że ma problemy z alkoholem i jest sutenerem.

"Jestem pewien, że pani Jaworowicz świadomie nie wyjaśniła oszczerstw wobec mnie, bo wówczas nie tylko nie byłoby czarnego charakteru, lecz także całego programu. Sąsiedzi, znajomi, społeczność lokalna - wszyscy znali mnie do tej pory z dobrej strony, myślę, że nie miałem się czego wstydzić, cień jednak padł natychmiast. Na każdego by padł. Przecież to Elżbieta Jaworowicz. Kto jak kto, ale Jaworowicz chyba wie, co pokazuje? Ona miałaby kłamać?" - mówi mężczyzna.