To najbardziej oczekiwany lotniczy raport od czasów Smoleńska. W ciągu miesiąca zostanie opublikowany dokument opisujący okoliczności awaryjnego lądowania boeinga LOT na warszawskim lotnisku Okęcie jesienią minionego roku.

Wedle informacji „Wprost”  w raporcie znajdzie się sugestia, że załoga mogła normalnie wylądować, bo samolot był sprawny.

Boeing 767-300 polskich linii LOT wystartował z podnowojorskiego lotniska Newark po północy. Zaledwie po dwóch minutach pękł przewód w systemie hydraulicznym i przestał działać system wysuwania podwozia.

Maszyna miała jednak jeszcze awaryjny system otwierania podwozia. Oparty jest on na oddzielnym silniku elektrycznym. - W razie awarii systemu hydraulicznego właściwie użyty system awaryjny powoduje wysunięcie podwozia i umożliwia normalne lądowanie – mówi we "Wprost" jeden ze współpracowników komisji, która badała wypadek kapitana
Wrony.

Z informacji tygodnika wynika, że system awaryjny był sprawny. Czemu zatem załoga z niego nie skorzystała? To największa zagadka listopadowego wypadku.