Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego potraktowała tę sprawę bardzo poważnie. Funkcjonariusze 11 kwietnia 2010 roku weszli do mieszkania 44-letniego mieszkańca Pruszkowa i zażądali wydania telefonu. Prokuratura wojskowa wystąpiła do operatora komórkowego o dane bilingowe - pisze tygodnik "Wprost".

Reklama

SMS-y podobnej treści zaczęły przychodzić już wcześniej. 2 kwietnia mężczyzna dostał wiadomość: "Przeciwko twojemu krajowi jest prowadzona misja wywiadowcza". Przed katastrofą smoleńską liczba wiadomości wzrosła. Dlatego ABW, choć sprawa wyglądała dość absurdalnie, zajęła się z nią z pełną powagą.

Coraz bardziej skołowany właściciel telefonu nie potrafił wyjaśnić źródła pochodzenia tajemniczych SMS-ów. Śledczy też mieli z tym problem. Rozwiązanie okazało się jednak banalne.

Z pomocą przyszedł syn mężczyzny. Okazało się, że jakiś czas temu 19-latek pożyczył telefon od ojca i zarejestrował jego numer w internetowej grze, w której buduje się wirtualne państwo. Dlatego na komórkę zaczęły przychodzić powiadomienia.

Dlaczego przed 10 kwietnia SMS-y wysyłane były z numeru zarejestrowanego w Niemczech? Jak wyjaśnia w rozmowie z "Wprost" menedżer gry, kilka dni wcześniej polskie serwery zostały wyłączone z powodu kłopotów technicznych. Stąd niemiecki numer nadawcy.

Były minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski twierdzi, że w tym przypadku funkcjonariusze wykazali się nadgorliwością. - Czy gdyby ktoś zgłosił prokuraturze, że wpływ na katastrofę smoleńską mieli kosmici, ABW też by to sprawdzała? - ironizuje w rozmowie z tygodnikiem.