Były szef komisji badającej katastrofę smoleńska wkłada kij w mrowisko. Edmund Klich uważa też, że Rosjanie kłamali, chroniąc się przed odpowiedzialnością za błędy kontrolerów. Dodaje, że gdy próbował interweniować, to dostał obraźliwe pismo z Moskwy.
Jak zaznacza pierwszy przewodniczący komisji badającej przyczyny katastrofy w Smoleńsku prezydencki samolot w ogóle nie powinien startować z Polski, jeśli na lotnisku nie miał odpowiedniej pogody.
- mówi "Wprost" Edmund Klich.
Co więcej jego zdaniem Rosjanie tuszowali swoją odpowiedzialność w tej sprawie, bo np. kiedy Klich żądał dodatkowych przesłuchań rosyjskich kontrolerów, strona rosyjska do tego nie dopuściła.
- uważa. podkreśla przy tym.
Klich wskazuje przy tym, że kiedy domagał się szczegółowych informacji, to dostał obraźliwe pismo od Rosjan mówi.
Zdaniem Edmunda Klicha zaniedbania, które doprowadziły do katastrofy, były i po stronie polskiej, i po rosyjskiej - ok. 70 proc. - podkreśla.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło wprost.pl
Zobacz