Generał Krzysztof Gajewski to numer dwa w policji, zastępca komendanta głównego. W stolicy pracuje od kilkunastu miesięcy.

Reklama

Zapytaliśmy o sprawę rzecznika prasowego policji Mariusza Sokołowskiego. Z przesłanego przez niego wyliczenia wynika, że trasę Warszawa – Gdańsk – Warszawa z VIP-em na pokładzie śmigłowiec policyjny przez ostatnie pół roku pokonywał dziewięć razy. – To były loty maszyną W-3 sokół. Wszystkie były lotami operacyjnymi związanymi z zabezpieczeniem imprez masowych lub przeprowadzeniem operacji policyjnych – przekonuje biuro prasowe KGP. Oznacza to, że według oficjalnej wersji śmigłowiec i tak by leciał do Gdańska, a generał zabrał się przy okazji.

Sprawdziliśmy, czy poprzednicy Gajewskiego też załapywali się na okazje. Kierujący policją przez cztery lata generał Andrzej Matejuk mieszka we Wrocławiu. Zaprzeczył jednak, by korzystał z sokoła. Podobnie jego poprzednik, czyli generał Tadeusz Budzik, który rodzinny dom miał pod Częstochową.

Koszt podróży sokołem jest duży. Godzina to nieco ponad 2 tys. – Większość lotów realizowano w połączeniu z kontrolami techniki pilotażu, jak również z przedłużaniem uprawnień dla pilotów w lotach specjalnych – napisała DGP podinsp. Grażyna Puchalska z KGP.

Jak zauważa, jeden z dziewięciu lotów był konieczny, bo zastępca komendanta głównego chciał osobiście kontrolować postępy w pracy policjantów przy wyjaśnianiu zabójstwa 3-osobowej rodziny w Gdańsku. – Generał Gajewski miał zgodę komendanta głównego policji gen. Marka Działoszyńskiego na każdy lot, w którym brał udział – informuje podinsp. Puchalska.

Sam Działoszyński do dziś ma problemy związane z tym, że raz – jeszcze jako szef łódzkiej policji – wsiadł z rodziną na pokład helikoptera. Do dziś jest mu to wypominane i z pewnością ten zarzut wróci na dzisiejszym posiedzeniu sejmowej komisji spraw wewnętrznych. Jest ona zwołana na wniosek posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy domagają się odwołania Działoszyńskiego. Dziś będzie go bronił minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz.