W środowym wydaniu "Dziennik Gazety Prawnej" b. szef wywiadu gen. Zbigniew Nowek potwierdził, że dla polskich służb szpiegostwo elektroniczne Rosjan nie stanowi sekretu. - Jeszcze gdy kierowałem Urzędem Ochrony Państwa, przestrzegaliśmy ówczesnego szefa resortu obrony narodowej, że jego gabinet jest inwigilowany zza ogrodzenia. Problem w tym, że politycy nie chcą rozumieć alertów płynących z własnych służb - powiedział Nowek. Budynek ambasady może nie być jedynym miejscem, z którego Rosjanie prowadzą wywiad elektroniczny na temat naszego kraju.

Wydawałoby się, że najbardziej oczywistą lokalizacją dla takiej instalacji jest Obwód Kaliningradzki. Jednak dokument odtajniony pod koniec czerwca przez amerykańską Agencję Wywiadu Geoprzestrzennego (National Geospatial-Intelligence Agency, NGA; zajmuje się interpretacją i opracowaniem zdjęć satelitarnych), datowany na 1983 r., wylicza stacje nasłuchowe KGB zbudowane jeszcze za czasów Związku Radzieckiego. Żadna z jedenastu instalacji nie mieściła się w Obwodzie Kaliningradzkim.

Do dokumentu dotarł amerykański historyk wywiadu Matthew Aid (niestety, tekst dokumentu nie jest dostępny w publicznym podglądzie bazy odtajnionych dokumentów amerykańskiego wywiadu CREST). Niedaleko Polski mieściły się cztery stacje nasłuchowe: pod Sankt Petersburgiem, Kownem, Lwowem i w okolicach Odessy. Najbliżej polskiej granicy znajduje się stacja pod Lwowem, we wsi Dymowka. W trakcie zimnej wojny znajdowało się tam przynajmniej 30 anten różnego typu. Najnowsze zdjęcie dostępne na Google Maps pokazuje jednak, że dzisiaj instalacja ma znacznie mniejszy rozmiar. Znajdują się tam 3-4 anteny. Na zdjęciu są skierowane na południowy wschód.

Zdjęcia z Google Maps sugerują, że stacja pod Kownem jest nieaktywna.

Stacja pod Sankt Petersburgiem ma na wyposażeniu jedną dużą antenę i dwie mniejsze.

W gigantyczną antenę wyposażona jest stacja pod Odessą. Stacje na terenie Ukrainy prawdopodobnie przeszły po rozpadzie Związku Radzieckiego w posiadanie Ukraińców. Jednak zajmująca się wywiadem elektronicznym rosyjska agencja FAPSI (Federalna Służba Łączności Rządowej i Informacji; rozwiązana w 2003 r., zastąpiła ją wcielona do Federalnej Służby Ochrony Służba Łączności Specjalnej i Informacji) podpisała w latach 90. wiele umów o wymianie informacji i wzajemnej ochronie z agencjami wywiadowczymi krajów b. ZSRR. Chociaż umowy zostają tajne, to jest możliwe, że porozumienie z Ukrainą zezwala Rosjanom na okresowe użytkowanie instalacji na terenie naszego sąsiada.

Tymczasem panika przed rosyjskim wywiadem elektronicznym wybuchła także w USA. Departament Stanu w ramach próby ocieplenia stosunków z Rosją chciałby bowiem zezwolić na budowę na terenie Stanów Zjednoczonych sześciu naziemnych stacji monitorujących w ramach systemu nawigacyjnego GLONASS. Rosjanie tłumaczą, że stacje naziemne są niezbędne do poprawy jakości usług komercyjnych świadczonych przy pomocy systemu. Amerykanie boją się jednak wpuścić na swój teren trojańskiego konia. Obawiają się, że Rosjanie oprócz sprzętu faktycznie potrzebnego do kalibracji GLONASS zainstalują zwyczajny sprzęt podsłuchowy. Przypominają także, że zarówno amerykański, jak i rosyjski system to przede wszystkim technologie militarne, służące przede wszystkim do niezwykle precyzyjnego naprowadzania broni. A nikt nie chce mieć na terenie swojego kraju urządzenia, które w razie hipotetycznego konfliktu pozwoli na precyzyjne uderzenia broni taktycznych i strategicznych.

Dlaczego Rosjanom zależy na budowie stacji naziemnych akurat w Stanach i dlaczego w takiej ilości, nie wiadomo. W 16 stacji naziemnych wyposażony jest także amerykański system GPS. Takie stacje na bieżąco sprawdzają lokalizację satelitów i zapewniają m.in. korekcję w błędach obliczeniowych. Tyle że w ramach GPS żadna stacja naziemna nie znajduje się na terytorium Rosji lub b. Związku Radzieckiego. Jedna z nich zlokalizowana jest np. na przylądku Canaveral na Florydzie, inne znajdują się w egzotycznych lokalizacjach tj. Wyspa Wniebowstąpienia na Oceanie Atlantyckim lub Tahiti na Pacyfiku. 10 z nich jest prowadzonych przez NGA, a sześć przez siły powietrzne USA.

Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, aby Amerykanie przy okazji wykorzystywali je do wywiadu elektronicznego. Jednak żadna ze stacji systemu nie figuruje na liście potencjalnych i rzeczywistych placówek wykorzystywanych przez NSA, niekoniecznie więc musi to oznaczać, że do takich celów chcieliby je wykorzystywać Rosjanie. Co nie zmienia faktu, że zarzut z dokładnym naprowadzaniem broni pozostaje aktualny.