Ekspertom trudno uwierzyć, że taka sytuacja miała w ogóle miejsce. Odkrycie Olgierda Rudaka, redaktora naczelnego Czasopisma Lege Artis, nie pozostawia jednak złudzeń – w Monitorze Polskim nie odnajdziemy zarządzeń wprowadzających stopnie alarmowe. Zatem formalnie rzecz biorąc, nie obowiązują.
Beata Szydło już przed szczytem NATO wprowadziła stopień Alfa, zaś obecnie (w związku z ŚDM) Alfa oraz Bravo dla cyberprzestrzeni. Co one oznaczają? To wyjaśnia przyjęta niedawno ustawa antyterrorystyczna (Dz.U. z 2016 r. poz. 904). Z jej art. 15 wynika, że stopień Bravo można wprowadzić "w przypadku zaistnienia zwiększonego i przewidywalnego zagrożenia wystąpieniem zdarzenia o charakterze terrorystycznym, jednak konkretny cel ataku nie został zidentyfikowany". Stopień taki wprowadza się zarządzeniem premiera, które powinno zostać opublikowane w Monitorze Polskim. I choć z informacji udzielanych przez resort spraw wewnętrznych wynika, że zarządzenie zostało wydane, to próżno go szukać w dzienniku urzędowym. Podobnie rzecz się ma w stosunku do poprzedniego dokumentu podpisanego przez premier z okazji szczytu NATO.
W ostatnich tygodniach funkcjonariusze służb faktycznie są bardziej aktywni. Przywrócono kontrole na granicach, a terytorium kraju częściej monitorowane jest z powietrza. Służby, z ABW na czele, traktują więc wprowadzone stopnie alarmowe poważnie. Zwykły obywatel jednak nie wie, na co mogą one sobie wobec niego pozwolić, a czego im uczynić nie wolno. Powód? Zgodnie z art. 16 ust. 5 ustawy antyterrorystycznej premier powinien wydać rozporządzenie, w którym określi szczegółowy zakres wykonywanych działań przez organy administracji publicznej i służby. Rozporządzenia na razie jednak nie wydano. W praktyce więc to, czy ustawa antyterrorystyczna obowiązuje, czy nie – nie ma żadnego realnego znaczenia, skoro nie ma do niej ani kluczowego rozporządzenia, ani opublikowanych zarządzeń.
– – twierdzi Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon. Zdaniem eksperta zadziwiający jest brak szacunku do obywatela. A to, że nikomu spośród urzędników nie zapaliła się lampka z tyłu głowy, że wypadałoby treść zarządzenia udostępnić obywatelom, jest szalenie smutne.
Do podobnych wniosków dochodzi Olgierd Rudak. Choć jak zaznacza, art. 88 ust. 1 konstytucji wskazuje, że opublikowanie aktu jest warunkiem wejścia w życie jedynie ustaw, rozporządzeń oraz aktów prawa miejscowego, a nie zarządzeń. Ale i tak można mieć poważne wątpliwości co do legalności zaniechania publikacji dokumentu podpisanego przez premier Szydło, skoro z ustawy wynika, że powinien on się znaleźć w Monitorze Polskim.
– – zaznacza Rudak. I dodaje, że to już przecież ograniczenie konstytucyjnych praw i wolności, które co do zasady powinno podlegać wyraźnemu ogłoszeniu.
Co ciekawe, urzędnicy, których zapytaliśmy o to, dlaczego zarządzenia nie zostały opublikowane, wcale nie negują tego, że doszło do naruszenia prawa. Skupiają się za to na przerzucaniu się odpowiedzialnością.
– – odpisał nam Stanisław Małecki, dyrektor departamentu prawa administracyjnego w Rządowym Centrum Legislacji.
Zwróciliśmy się więc z prośbą o stanowisko do MSWiA. To jednak odesłało nas do... Rządowego Centrum Legislacji. W tej sytuacji postanowiliśmy więc o opinię poprosić Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, pytając, dlaczego Polacy nie mają prawa poznać aktów mogących wpłynąć na ich prawa obywatelskie.
– odpisała nam lakonicznie KPRM. Co to dokładnie znaczy – nie wiadomo.