– powiedziała w czwartek PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Tatiana Paszkiewicz.
Prokurator odmówiła potwierdzenia, że wśród podejrzanych jest gdańska radna Prawa i Sprawiedliwości Anna Kołakowska.
– powiedziała PAP Anna Kołakowska. Dodała, że nie przyznała się do winy.
– powiedziała.
Kołakowska pracuje jako nauczycielka historii w jednej ze szkół podstawowych w Gdańsku. Zasiada w Radzie Miasta od 2014 r.
Podobny zarzut jak radnej PiS prokuratura postawiła też jej 20-letniej córce Marii, która była wśród kilku osób zatrzymanych przez policję po zakończeniu demonstracji.
21 maja 2016 r. ulicami Gdańska przechodził Trójmiejski Marsz Równości zorganizowany głównie przez środowiska LGBT. Równolegle odbywała się też kontrmanifestacja, w której brali udział m.in. działacze środowisk narodowych i prawicowych. Kontrmanifestanci zablokowali ulicę, którą - zgodnie z planem, miał przejść Marsz. Policja kilkakrotnie wzywała ich przez megafony do rozejścia się. W trakcie próby odblokowania ulicy, a także później doszło do kilku starć między policją a grupami działaczy środowisk narodowych. W funkcjonariuszy, wyposażonych w kaski i tarcze, rzucano m.in. kamieniami i butelkami.
W sprawie gdańskiego Marszu Równości prowadzone też było postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku dotyczące prawidłowości działania policji przy zabezpieczeniu manifestacji. Śledczy orzekli, że funkcjonariusze, którzy w maju ub.r. w Gdańsku ochraniali Marsz Równości, działali zgodnie z prawem i w tym tygodniu umorzyli śledztwo w tej sprawie.
Śledztwo w tej sprawie gdańska prokuratura okręgowa wszczęła z urzędu. Jak wówczas poinformowano, zdecydowano się na to po analizie przekazów medialnych dotyczących przebiegu manifestacji, w tym relacji o zatrzymaniu córki Anny Kołakowskiej.
Dwa dni po zajściu minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak oceniał, że nieakceptowalny był "fakt brutalnego potraktowania przez policję młodej kobiety, która, nic nie wskazywało na to, że jest agresywna, powalenie na ziemię tej pani, skrępowanie, przyciskanie do ziemi".
Komendant główny policji nadinsp. Jarosław Szymczyk zlecił przeprowadzenie kontroli dotyczącej działań gdańskich policjantów. Kilka dni po manifestacji, informując o wstępnych wynikach kontroli Szymczyk mówił, że "policjanci zachowali się profesjonalnie, jeśli chodzi o kwestię ustalenia sprawcy przestępstwa i zatrzymania". Podkreślał, że zatrzymanie było zasadne, bo "istniało duże prawdopodobieństwo, że osoba zatrzymana mogła dopuścić się przestępstwa".