Szefowa KBW podczas czwartkowego posiedzenia sejmowej komisji regulaminowej i spraw poselskich podkreśliła, że urząd "nie posiada informacji z jakich wyborów pochodzą karty do głosowania".
- - mówiła Magdalena Pietrzak.
- - podkreśliła.
Przyznała, że praktyka była taka, że wniosek na wyrażenie zgody na przekazanie do zniszczenia kart składał dyrektor delegatury miejscowej KBW do dyrektora Archiwów Państwowych i po takiej zgodzie karty były niszczone.
Jak zaznaczyła, "waga tych kart do głosowania po upływie tych terminów właściwie była żadna". - oświadczyła Pietrzak.
Dodała, że jeżeli w toku śledztwa prokuratury okaże się, że doszło do nieprawidłowości, to skutkiem tego będzie działania wobec firm, które miały zniszczyć karty do głosowania.
Spalone akta i karty do głosowania to nie efekt przestępstwa? Strażak: To były badania naukowe
We wtorek strażak z OSP w Ożarowie Mazowieckim stwierdził w rozmowie z PAP, że ujawnione w Gołaszewie spalone akta i karty do głosowania to nie efekt przestępstwa. Leszek Stachlewski poinformował, że w pustostanie prowadzone były... badania naukowe dotyczące gaszenia pożarów w archiwach sądowych.
W poniedziałek w pustostanie w Gołaszewie (woj. mazowieckie) znaleziono trzy tony nadpalonych dokumentów. Niektóre leżały w stertach, inne były przechowywane w centralnej części budynku, gdzie ktoś wybudował zadaszoną konstrukcję z płyt kartonowych. Stały w niej stalowe regały przypominające te z archiwów sądowych. Były to akta spraw cywilnych z Sądu Rejonowego w Wołominie dotyczące lat 2002-2005, a także, jak nieoficjalnie ustaliła PAP, wypełnione karty do głosowania w wyborach do Sejmu i Senatu na IV oraz V kadencję, czyli z lat 2001 i 2005. Całość była przykryta plandeką.
Sprawą natychmiast zajęła się policja. Komisarz Sylwester Marczak informował we wtorek, że oględziny zabezpieczonych materiałów mogą potrwać wiele tygodni. Sprawę nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Pruszkowie. Czynności prowadzone są także w kierunku ewentualnego niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych.
Nikt nie zgłosił pożaru w pustostanie. Jak się okazało, stało się tak dlatego, bo straż pożarna... sama nadzorowała palenie dokumentów.
- powiedział PAP Leszek Stachlewski z Ochotniczej Straży Pożarnej w Ożarowie Mazowieckim.
Dodał także, że firma, która przywiozła akta do Gołaszewa, miała za kilkanaście dni wrócić, żeby kontynuować badania.