Pytany o słynne już słowa o. Wiśniewskiego podczas poniedziałkowego spotkania z dziennikarzami, prezydent mówił m.in., że apel o zakończenie stosowania mowy nienawiści w polityce jest skierowany do wszystkich stron sporu politycznego. Dopytywany, doprecyzował, że słowa duchownego skierowane są zarówno do niego samego, jak i do lidera PO Grzegorza Schetyny.

Jak zaznaczył Andrzej Duda, jeżeli chcemy usunąć nienawiść z debaty publicznej, to każdy powinien zacząć od siebie i "powinna mu drgnąć ręka, zanim naciśnie >wyślij<". Sam deklarował, że już od dłuższego czasu stosuje taki dłuższy namysł, zanim opublikuje coś w mediach społecznościowych.

Prezydent wyraził jednocześnie nadzieję i oczekiwanie, że najbardziej radykalni w słowach politycy zostaną negatywnie zweryfikowani przez wyborców.

"Trzeba skończyć z nienawistnym językiem, z pogardą!". Co dalej z apelem o. Wiśniewskiego?

"Nie będziemy dłużej obojętni na panoszącą się truciznę nienawiści na ulicach, w mediach, w internecie, w szkołach, w parlamencie, a także w Kościele. Człowiek posługujący się językiem nienawiści, człowiek budujący swoją karierę na kłamstwie, nie może pełnić wysokich funkcji w naszym kraju. I będziemy odtąd tego przestrzegać" - mówił podczas uroczystości pogrzebowych Pawła Adamowicza o. Ludwik Wiśniewski. Nie był to pierwszy taki apel dominikanina. 

O. Ludwik Wiśniewski, dominikanin, długoletni duszpasterz akademicki, a w PRL działacz opozycji antykomunistyczne, jest też laureatem Medalu Świętego Jerzego i honorowym obywatelem Gdańska. W 2006 r. odznaczony został przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Podczas uroczystości pogrzebowych prezydenta Pawła Adamowicza mówił w sposób, wobec którego nie można pozostać obojętnym.

"Z Gdańska wielokrotnie wychodził głos, właściwie krzyk, który wielu ludziom przywracał moralną równowagę. Osiemdziesiąt lat temu z Gdańska, z Westerplatte, wyszedł rozpaczliwy krzyk wołający do całego świata, że wolność jest wartością bezcenną, że wolności trzeba bronić. Zawsze bronić" - przekonywał. A słowa te zamieszcza teraz "Tygodnik Powszechny", którego dominikanin jest stałym autorem.

"Niemal 40 lat temu z Gdańska wyszedł apel do świata, w którym dobitnie wołano, że należy porzucić stary świat – świat egoizmu, darwinowskiej walki klas. Że należy tworzyć świat nowy – świat solidarności, w którym jeden człowiek bierze na siebie brzemię drugiego człowieka. I w którym porzuca się już etos walki ze złem, a buduje się świat, w którym zło zwycięża się dobrem" - mówił.

I dodał: "Gdańsk słusznie się nazywa – i wielokrotnie Paweł to powtarzał – miastem wolności i solidarności. Dzisiaj przeżywamy tu, w Gdańsku, nowy dziejowy, historyczny moment. Cała Polska – może nie tylko Polska – czeka, ażeby z Gdańska wyszło przesłanie, które dotrze do każdego Polaka, i które przywróci moralną równowagę w naszym kraju i w naszych sercach".

"W ostatnich dniach wielu ludzi próbowało formułować to przesłanie, które wynika ze śmierci Pawła. I ja tu dzisiaj jestem przekonany, że Paweł, który jest już u Boga, chce, abym wypowiedział następujące słowa: Trzeba skończyć z nienawiścią! Trzeba skończyć z nienawistnym językiem! Trzeba skończyć z pogardą! Trzeba skończyć z bezpodstawnym oskarżaniem innych!" - nawoływał.

"Nie będziemy dłużej obojętni na panoszącą się truciznę nienawiści na ulicach, w mediach, w internecie, w szkołach, w parlamencie, a także w Kościele. Człowiek posługujący się językiem nienawiści, człowiek budujący swoją karierę na kłamstwie, nie może pełnić wysokich funkcji w naszym kraju. I będziemy odtąd tego przestrzegać" - mówił.

Zakończył słowami: "Maryjo, która królujesz w tym Mariackim kościele. Maryjo, matko Jezusa i matko nasza. Kiedy z krzyża zdjęto Jezusa, wzięłaś go w swoje ramiona i przytuliłaś do serca. Prosimy Cię dzisiaj, weź w swoje ramiona Pawła. Przytul go do serca i zaprowadź do domu Ojca. I prosimy Cię jeszcze, ponadto: przytul do swego serca najbliższych Pawłowi i tych wszystkich, których ugodziła ta śmierć – niezrozumiała, niesamowita. Przytul nas wszystkich tak, abyśmy naprawdę umieli budować nasze osobiste życie. Ale także, żebyśmy naprawdę umieli budować nasze wspólne, polskie życie".

Ośmielam się prosić

O Ludwik Wiśniewski wiele razy w swoich wystąpieniach i artykułach przekonywał, że polskie społeczeństwo zmierza w niebezpiecznym kierunku. Niemal dokładnie rok temu na łamach "Tygodnika Powszechnego" napisał tekst pod mocnym tytułem: "Oskarżam".

"Oto na naszych oczach umiera w Polsce chrześcijaństwo. I nie jest to wynik propagandy libertyńskiej, zabiegów kół masońskich czy międzynarodowych spisków. Chrześcijaństwo wykorzeniamy my sami, duchowni i najgorliwsi członkowie Kościoła, własnymi rękami i na własne życzenie" - pisał. "Cóż się takiego stało? Wprowadziliśmy w naszą religijność element, który ją rozsadza: wrogość. Jesteśmy nią nie tylko zarażeni, ale przyzwyczailiśmy się do niej: stała się do pewnego stopnia wręcz naszym znakiem rozpoznawczym. A gdzie jest wrogość, tam prawo obywatelstwa ma nienawiść – wroga przecież należy zniszczyć. Można więc pluć, drwić i deptać ludzi, można bezpodstawnie oskarżać ich o niegodziwości, a nawet zbrodnie, i równocześnie powoływać się na Ewangelię, stroić się w piórka obrońcy chrześcijańskich wartości i Kościoła, odbywać pielgrzymki na Jasną Górę, składać świątobliwie ręce do modlitwy i ukazywać w mediach rozmodloną twarz".

"W najczarniejszych snach nie przewidywałem, że będę świadkiem takich wydarzeń. Że rządzący będą przekreślać znaczenie Solidarności i osiągnięć Polski po obaleniu komunizmu, że będą mówić, iż wszystko, co dobre, zaczęło się od nich – to byłoby jeszcze do przełknięcia. Problem w tym, że rządzący Polską uważają, iż po drugiej stronie nie ma konkurentów i przeciwników – są tylko zdrajcy. Dlatego pluje się na nich, wymyśla oszczerstwa. Dlatego się mówi: oni depczą wszystko, co święte, gardzą Polską, są łotrami, służą obcym interesom. Obecnie, po rozprawieniu się z instytucjami stojącymi na straży praworządności i wolności obywatelskiej, słyszymy zapowiedź, że następnym etapem będzie rozprawienie się właśnie ze zdrajcami i wrogami – tak aby Polska była czysta, sprawiedliwa i katolicka" - przekonywał.

Ten tekst zakończył wyraźną sugestią: "Jedyną siłą, która w Polsce dysponuje jeszcze pewnym autorytetem, jest Episkopat. Dlatego ośmielam się prosić, zresztą w imieniu wielu myślących podobnie: Księża Biskupi, wkroczcie na publiczną arenę. Wybiła godzina, kiedy jesteście bardzo, ale to bardzo potrzebni – Kościołowi, lecz również Polsce".