Dominikanin wyrażając swoje zdanie na temat pedofilii w Kościele, stwierdza, że w "opatrywaniu tej bolesnej rany nie można używać półśrodków". Jego zdaniem Kościół, jeśli chce się naprawdę oczyścić, powinien zdecydować się na niecodziennie działania. "Będzie bolało!" – stwierdza.

O. Wiśniewski porusza również temat biskupów, którzy ukrywali przestępstwo, jakim była pedofilia i przenosili z miejsca na miejsce księży pedofilów. Jego zdaniem powinni oni na ręce papieża złożyć rezygnację, a biskupi emeryci, którzy tak czynili, powinni odważnie i publicznie się do tego przyznać. Stwierdza przy tym, że "ośmiela się powiedzieć to, co wielu ludzi boi się mówić głośno".

Na łamach "Tygodnika Powszechnego" odnosi się również do wydarzeń sprzed dwóch miesięcy, gdy na pogrzebie zamordowanego prezydenta Pawła Adamowicza, wygłosił przemowę, podczas, której padły słowa, że "należy skończyć z nienawiścią w przestrzeni publicznej" i wskazywał, że osoby "budujące swoje kariery na kłamstwie" nie mogą w Polsce pełnić wysokich funkcji.

Jego zdaniem po mordzie na Pawle Adamowiczu w Polsce nie tylko wciąż wrze, ale, że to wrzenie się nasiliło. I choć wszyscy uznali, że nienawistne słowa i działania należy potępić, szybko pojawiła się chęć wykorzystania tej śmierci w interesie swojego obozu politycznego.

"Po moim wystąpieniu na pogrzebie prezydenta Gdańska też posypały się oskarżenia, że wezwanie do zaprzestania pogardy skierowałem tylko do jednej strony, mianowicie do partii rządzącej. Od tego czasu mijają dwa miesiące, a ja wciąż otrzymuję listy, esemesy i telefony (często niewybredne) w tej sprawie. Na nic najszczersze zapewnienia, że to rozpaczliwe wezwanie kierowałem do wszystkich" – pisze. I jeszcze raz podkreśla, że swoje słowa adresował nie tylko do Jarosława Kaczyńskiego, ale m.in. Lecha Wałęsy, Donalda Tuska, Grzegorza Schetyny i wszystkich "aktorów" polskiego życia publicznego.