Do końca marca w imieniu mojej klientki, która jako czterolatka trafiła do obozu w Auschwitz, w Sądzie Okręgowym w Warszawie złożę pozew o odszkodowanie przeciwko państwu niemieckiemu – zapowiada mecenas Stefan Hambura. – Mam nadzieję wywalczyć zadośćuczynienie i rentę. Pierwszy taki wniosek złożyłem w imieniu innego klienta we wrześniu. Tam domagamy się 400 tys. zł odszkodowania i 3 tys. zł renty. Tym razem będzie więcej – dodaje.

Dlaczego pozew trafił akurat teraz? Hambura argumentuje, że to ostatni dzwonek, by osoby, które przeżyły II wojnę światową i wciąż żyją, zdążyły coś uzyskać przed śmiercią. – Już od kilkunastu lat mamy do czynienia z kampanią przeciwko używaniu sformułowania "polskie obozy śmierci", ale ta akcja nie przyniosła pożądanego skutku. Dlatego w roku, w którym przypada 80. rocznica wybuchu wojny, przygotowujemy serię pozwów, by ten problem nagłośnić – zapowiada mecenas, który zakłada, że do końca roku takich wniosków zostanie złożonych kilkanaście. Dodatkowo w internecie chce zamieścić wzór takiego pozwu i liczy na to, że poszkodowani zaczną takie wnioski składać na własną rękę. By nagłośnić sprawę, pod ambasadą Niemiec w Warszawie organizuje także cykliczną akcję wyczytywania nazwisk polskich ofiar II wojny światowej.

Hambura powołuje się m.in. na to, że w polskim Trybunale Konstytucyjnym znajduje się wniosek grupy posłów, którzy wnioskują o zbadanie, czy "kodeks postępowania cywilnego w zakresie, w jakim wyłącza zobowiązania o odszkodowanie należne od obcego państwa z tytułu zbrodni wojennych, ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości, ze względu na stwierdzenie przez sąd orzekający istnienia w tych sprawach immunitetu jurysdykcyjnego państwa jest niezgodny z Konstytucją RP". W uproszczeniu chodzi o to, że w wypadku zniesienia tego immunitetu i orzeczenia odszkodowania można by próbować zajmować majątek państwa niemieckiego. Choć wniosek do TK trafił w 2017 r., dotychczas nie odbyła się żadna rozprawa. Na nasze pytanie, kiedy można się jej spodziewać, nie uzyskaliśmy w TK odpowiedzi.

Jeżeli TK w ogóle wyda orzeczenie w sprawie niekonstytucyjności regulacji dotyczącej immunitetu państwa i zakwestionuje niedopuszczalność pozwów przeciwko obcemu państwu, to można się spodziewać, że jeśli będzie potrzeba polityczna, wyrok będzie umożliwiał takie pozwy (acz pewnie w ograniczonym zakresie). Tylko co z tego? W 2012 r. RFN wygrała przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w Hadze sprawę przeciwko Włochom dotyczącą egzekucji z mienia państwowego Niemiec położonego we Włoszech – wyjaśnia prof. Władysław Czapliński z Instytutu Nauk Prawnych PAN i Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego. – To oznacza, że jakakolwiek próba egzekucji w Polsce byłaby naruszeniem prawa międzynarodowego. Co więcej, nawet jeśli TK zaakceptuje możliwość pozwów, to jeszcze nie znaczy, że sądy będą orzekały zgodnie z jego rozstrzygnięciem. Dla mnie jest oczywiste, że polityka orzecznicza sądów będzie przeciwna – dodaje.

Jeśli chodzi o podstawę prawną tego stanowiska: art.8 konstytucji stanowi, że konstytucja jest najwyższym prawem w RP. Jednakże prymat nie jest absolutny – wyjątkiem jest obowiązek przestrzegania zobowiązań międzynarodowych (w tym prawa zwyczajowego, również w kwestii immunitetu państwa), sformułowany w art. 9. Jeśli TK orzekłby o dopuszczalności pozwów przeciwko państwu niemieckiemu przed polskimi sądami, naruszyłby konstytucję – komentuje Czapliński. I dodaje, że sprawa roszczeń została na gruncie prawnym rozwiązana wraz z zawarciem układu "dwa plus cztery" w 1990 r., na mocy którego ostateczne uregulowanie skutków wojny objęło zarówno odszkodowania indywidualne, jak i roszczenia reparacyjne. Jego zdaniem możliwe byłoby może uzyskanie świadczeń ex gratia (zadośćuczynienia z dobrej woli ze strony państwa niemieckiego). – Ale wymagałoby to dużej zręczności dyplomatycznej, a nie machania szabelką – stwierdza Czapliński.

Z tym że po przegranej w Hadze włoski Trybunał Konstytucyjny dokonał takiej wykładni, która pozwala na dochodzenie tych roszczeń – ripostuje mecenas Stefan Hambura. Dotychczas nie ma żadnego prawomocnego wyroku w tej kwestii, tak więc trudno spekulować, jakie to będzie miało konsekwencje międzynarodowe.

Sceptycyzmu co do szans powodzenia takich pozwów nie ukrywa prof. Stanisław Żerko, który bada temat reparacji. – Wszyscy polscy prawnicy, naukowo specjalizujący się w tej problematyce od lat, są zdania, iż droga prawna do uzyskania odszkodowań od Niemiec jest obecnie całkowicie zamknięta. Nie zmieniłoby tego nawet postanowienie Sądu Najwyższego. Próbowali tej drogi kilka lat temu Włosi i niczego nie uzyskali. Te pozwy to niestety wprowadzanie ludzi w błąd i chyba niestety bicie piany – wyjaśnia prof. Stanisław Żerko z Instytutu Zachodniego. – Proszę zwrócić uwagę, że będący u władzy już czwarty rok rząd Zjednoczonej Prawicy nie wystąpił do Niemiec o odszkodowania. Jedyna droga, by uzyskać jakąś formę rekompensaty, to porozumienie w tej sprawie z Niemcami, gdyż sprawa jest otwarta właśnie na płaszczyźnie politycznej, a zwłaszcza moralnej – wyjaśnia historyk z Instytutu Zachodniego.

Jako pewną niewielką zmianę wśród opinii w niemieckim dyskursie publicznym można odnotować choćby słowa Stephana Lehnstaedta. – Ofiary wojny w Polsce, ale i w całej Europie Wschodniej, są systematycznie w niekorzystnej sytuacji w stosunku do ofiar z Europy Zachodniej, które mogą otrzymać świadczenia. W tej kwestii należy pilnie coś zrobić – deklarował niemiecki historyk w rozmowie z Deutsche Welle. – Problemem jest to, że Niemcy sami nie wpadną na pomysł płacenia, a do chwili obecnej żaden polski rząd nie domagał się tego oficjalnie. Ani rząd PiS, ani poprzedni rząd nie wystąpiły z żądaniem pieniędzy dla ocalałych. Nie sądzę, aby był to problem, bo nie wiem, jakimi argumentami Niemcy mogłyby odmówić. To jest jasne moralne zobowiązanie. Myślę, że nie spotkałoby się to w Niemczech z niezrozumieniem.