Wszystko zaczęło się w 2004 od brytyjskiego psychologa Cliffa Arnalla. Ten opracował wzór na najbardziej depresyjny dzień w roku. Uwzględnił zarówno czynniki pogodowe (słabe nasłonecznienie i krótki dzień), psychologiczne (niedotrzymanie postanowień noworocznych), jak i ekonomiczne (długi i kończące się terminy płatności pożyczek na zakupy świąteczne). Na tej postawie obliczył, że jest to – co do zasady – trzeci poniedziałek stycznia.

Reklama

Arnall nazwał ten dzień Blue Monday; od angielskiego "blue", który może oznaczać kolor niebieskie, ale też np. smutek i przygnębienie.

Skąd taka popularność tego określenia? Zdaniem naukowców to efekt dobrego PR dla pseudonaukowego odkrycia – agencja Porter Novelli miała się wcześniej skontaktować z wykładowcami uniwersyteckimi i zaproponować wynagrodzenie za zgodę na umieszczenie ich nazwisk przy artykule. Z kolei sam Cliff Arnall – jak podał Cardiff University – był zatrudniony u nich jedynie jako korepetytor. Co więcej, zwolniono go na 10 miesięcy przed ogłoszeniem wzoru.

Także eksperci wypowiadają się o nim i jego pracy krytycznie. Naukowiec Ben Goldacre, który pisze dla "The Guardian” teorię Arnalla nazywa wprost "głupią", a jej twórcę – "korporacyjną prostytutką". Neurobiolog Dean Burnett mówi z kolei o "farsie”.