Minister zdrowia Ewa Kopacz szacuje, że zamknięta dziś będzie co dziesiąta apteka, czyli około półtora tysiąca punktów. Problem dotyczy głównie małych miejscowości, w których nie ma sieciowych aptek z zatrudnionymi tam informatykami. W małych aptekach, ich właściciele muszą samodzielnie wpisywać do komputerów wszystkie zmiany zawarte w nowym wykazie leków refundowanych. Farmaceuci otworzą więc apteki dopiero wtedy, gdy skończą przepisywanie.

Wszystko przez Ministerstwo Zdrowia. Jeszcze w piątek po południu resort nie wiedział, czy lista będzie obowiązywała od 1 czy od 16 grudnia. Sprawa wyjaśniła się dopiero wieczorem. A to - zdaniem prezesa Izby Gospodarczej Farmacja Polska Ireny Re - było zbyt późno, by aptekarze mogli przygotować specjalne dokumenty i zaprogramować kasy fiskalne.

Zamieszanie to wynik wielu błędów w nazwach i cenach specyfików, które znalazły się w spisie. Artur Fałek, dyrektor departamentu polityki lekowej i farmacji w Ministerstwie Zdrowia, mówił w piątek, że resort starał się przesunąć wejście w życie przepisów o dwa tygodnie. W tym czasie chciał opublikować nowe rozporządzenia, już bez błędów. Według Fałka, projekt takiej nowelizacji listy był gotowy, ale nie został zaakceptowany przez Rządowe Centrum Legislacji.