Piecha nie chce mówić, które koncerny naciskały, aby dopisać właśnie ich leki do listy. "Mogę jedynie przypuszczać, że naruszyliśmy potężne interesy niektórych firm, działających w segmencie leków generycznych, gdyż dopuściliśmy na ten rynek ich konkurentów" - mówi Piecha.

I tym tłumaczy całą aferę z rzekomym dopisaniem, po naciskach, iwabadryny do listy leków refundowanych. "Sądzę, że ta sprawa została wyciągnięta po to, by nie dopuścić do wprowadzenia nowej listy" - mówi były wiceminister zdrowia.

Komu najbardziej zależało na zablokowaniu listy? "Tym firmom, które nie zyskały na zmianach. Trzeba uważnie przeczytać listę i łatwo sprawdzić, o których producentów chodzi" - mówi Piecha.

Twierdzi jednak, że on żadnym naciskom nie uległ. Także w sprawie iwabadryny, którą rzekomo w ostatniej chwili miał dopisać do listy leków refundowanych.

Ale - jak sam mówi Piecha - źle zrobił, nie przyznając się publicznie do spotkań z producentem iwabadryny. "Ciśnienie było tak duże, że dziesiątki, a nawet setki spotkań z ostatnich miesięcy zlały się na tyle, że trudno pamiętać szczegóły" - tłumaczy Piecha.