Kiedy kilka dni temu listonosz dostarczył do legnickiego teatru awizo informujące o liście z gazowni, dyrektor Jacek Głomb dostał ataku śmiechu. Jako adresata listonosz wpisał właśnie Helenę Modrzejewską - jedną z najpiękniejszych i najpopularniejszych polskich aktorek przełomu XIX i XX wieku.

Modrzejewska jest wprawdzie patronką teatru w Legnicy, ale sama w tym mieście nigdy nie mieszkała. Skąd więc taka pomyłka? Dyrektor Głomb nie chciał o tym myśleć. Postanowił obrócić sprawę w żart. "Powiększyliśmy druk i umieściliśmy na wystawie zorganizowanej z okazji 30-lecia teatru" - opowiada dziennikarzom.

Pracownicy teatru przypominają jednak, że podobne przesyłki już się zdarzały. "Kiedyś dostaliśmy pismo z firmy telekomunikacyjnej. Było zaadresowane: <Szanowna Pani Helena Modrzejewska>" - śmieje się Mariola Hotiuk z działu promocji i reklamy teatru. "Natomiast telefony od ludzi, którzy dzwonią i pytają: <czy to Helena Modrzejewska?>, odbieram często".

Poczta Polska wyjaśnia, że to nie listonosze ponoszą winę za takie pomyłki. "Zostawiając awizo przepisują tylko to, co jest napisane na kopercie" - tłumaczy Michał Dziewulski z biura prasowego Poczty Polskiej w Warszawie.

W gazowni nie da się już ustalić, kto wysłał nieszczęsne wezwanie. Tym bardziej, że część korespondencji jest wysyłana z Wrocławia, a część z Legnicy.