"To ponad milion tirów rocznie więcej' - łapie się za głowę Adrian Furgalski, specjalista od transportu. I dodaje, że tiry dosłownie rozjadą nam drogi.

Jaki jest stan polskich tras, każdy widzi. Budowy autostrad ciągną się w nieskończoność, a stare drogi straszą dziurami. Teraz będzie jeszcze gorzej. Jeden tir niszczy drogę w takim stopniu jak 160 tysięcy samochodów osobowych. Milion wielkich ciężarówek w takim wypadku to liczby astronomiczne. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo nasze drogi będą miały gorszy standard od tych w najbiedniejszych krajach Afryki - ostrzega "Fakt".

Ale zniszczone drogi to nie wszystko. Więcej ciężarówek to także gorsze zdrowie mieszkańców domów, które znajdują się przy ulicy. "Badania dowodzą, że hałas powoduje choroby serca i nerwicę" - mówi Konrad Malec z organizacji „Tiry na tory”. I dodaje, że w jego rodzinnym Strykowie przejazd tirów powoduje ogromne pęknięcia w przydrożnych domach.

Więcej tirów to też więcej wypadków. W zeszłym roku w kraksach z udziałem ciężarówek zginęło 545 osób, a blisko sześć tysięcy zostało rannych. Tiry zanieczyszczają też powietrze i powodują hałas.

"Nie rozumiem, czemu PKP podnosi stawkę za przewóz towarów tirami. Na całym świecie preferuje się transport ładunków koleją, tylko u nas jest inaczej" - oburza się Furgalski.

Koleje natomiast tłumaczą wzrost cen względami ekonomicznymi. "Musimy podnieść ceny, bo nie możemy dokładać do przewozu towarów" - tłumaczy Michał Wrzosek, rzecznik PKP.

Problem w tym, że PKP straciłoby tylko pieniądze, a w wypadku pod kołami tirów wiele osób może stracić życie - ostrzega "Fakt".