Zginęło dwoje dzieci, ich rodzice, oraz dziadkowie. Gdy w sylwestra wieczorem do mieszkania wbiegli zaalarmowani ratownicy, niewiele można było już zrobić. Jedna z kobiet leżała w wannie, inną znaleźli na podłodze razem z dzieckiem. W łóżku, tuląc w ramionach roczne dziecko, leżał dziadek.

"Czadem zatruło się jeszcze jedno dziecko. Walczy o życie w szpitalu. Ale ono nie było członkiem rodziny, która zginęła w tragedii" - mówi dziennikowi.pl Marek Banasiak ze straży pożarnej w Kutnie.

Czad ulatniał się najpewniej z nieszczelnego piecyka lub zatkanej wentylacji. Nikt z sześcioosobowej rodziny nic nie poczuł. Tlenek węgla jest bowiem bezwonny. "Braliśmy też pod uwagę zatrucie gazem ziemnym z butli. Jednak gdyby tak było, to mieszkanie wyleciałoby w powietrze, bo było tam mnóstwo włączonych urządzeń elektrycznych" - mówi Banasiak.

Pierwszej pomocy zatrutym udzielali sąsiedzi. Jednak z mieszkania zdołali wynieść tylko dzieci, które jednak zmarły po przewiezieniu do szpitala.

Strażacy ewakuowali wszystkich ludzi z tego budynku. Na razie nie pozwalają im wracać do mieszkań. Muszą dokładnie zbadać piecyki gazowe oraz kominy instalacyjne.

To czarna seria takich wypadków. W świątecznym tygodniu w całej Polsce tlenkiem węgla śmiertelnie zatruło się 12 osób.