Naukowcy współpracujący z CSM przeprowadzili ankiety wśród 636 Polaków pracujących legalnie w Wielkiej Brytanii. Co czwarty zadeklarował, że nigdy nie wróci do ojczyzny. Nad powrotem zastanawia się jedynie połowa. Ostateczną decyzję uzależnia jednak od tego, jak zmieni się sytuacja nad Wisłą.

Reklama

Wyniki badań potwierdzają też smutny obraz polskiego emigranta: nie pracuje w zawodzie, zarabia niewiele jak na tamte realia, nie uczestniczy w życiu kulturalnym i rozrywkowym. Po prostu zaciska pasa i ciuła. "Wielu wpadło w pętlę: praca - oszczędzanie - praca i nie może się z niej wyzwolić. Polacy są sfrustrowani, przemęczeni i mają problemy z adaptacją" - podsumowuje prof. Krystyna Iglicka, kierownik projektu badawczego.

Z ankiet wyłania się wizerunek człowieka rozczarowanego Polską, który nie przebierając w słowach, ostro krytykuje swoją ojczyznę. "Rozmawiałam z Polakami i byłam przybita opiniami o naszym kraju. Dla mnie to klasyczny sposób usprawiedliwiania własnej emigracji" - uważa socjolog.

Jej zdaniem, w grupie kontestującej są przede wszystkim ci, którzy nie potrafili odnaleźć się w Polsce. Kraju dynamicznych zmian i wysokich wymagań stawianych absolwentom wyższych uczelni. Zainwestowali w wykształcenie, licząc, że da im to bezpieczną przyszłość. Zamiast tego przeżyli rozczarowanie. Albo nie mogli znaleźć posady, albo oferowano im za nią naprawdę niewiele.

"Dlatego postanowili wyjechać do Wielkiej Brytanii, zacisnąć zęby i podjąć jakiekolwiek zajęcie. Teraz nie widzą już żadnych szans na powrót. Dlatego nazywam ich pokoleniem wykluczonych" - tłumaczy autorka badań.

W tej grupie jest 30-letnia Monika Bartosik, która od trzech lat mieszka w Carlisle w północnej Anglii. W Polsce skończyła szkołę średnią i, jak sama mówi, "za marne grosze stała za ladą w księgarni". Na Wyspach przygotowuje jedzenie na nocnej zmianie. "Poznałam chłopaka, mamy dziecko, kupiliśmy dom i samochód. Tu stać nas na godne życie" - opowiada.

Czy zdecydowałaby się na powrót? "A do czego mam niby wracać? Tu jest mi dobrze, tu się naprawdę żyje! W Polsce nie ma dla mnie żadnych perspektyw, poza tym tam ludzie są po prostu niemili" - mówi ostro. Czy jest jeszcze nadzieja, że tacy ludzie jak pani Monika będą wracać do kraju?

Zdaniem ekspertów w przypadku tych 23 proc. - żadna. Ale jest jeszcze szansa, że uda się zawalczyć o pozostałych, którzy jeszcze nie przekreślili całkowicie ojczyzny. Optymistyczny jest zwłaszcza przykład 26-letniej Karoliny Rosłej, absolwentki zarządzania, która w Londynie mieszka już dwa lata i za kilka kolejnych planuje powrót do kraju.

Kobieta zajmuje się administracją w firmie architektonicznej. Cel jej pobytu w Anglii jasny - uzbierać pieniędzy na zakup mieszkania w Warszawie. Wśród jej znajomych nikt nie wyraża się w sposób obcesowy o ojczyźnie.

"Jednak wiem, że ta krytyka jest dość powszechna" - przyznaje. Rosła dzieli Polaków na Wyspach na dwa typy. Tych, którzy przyjechali tutaj się rozwijać, uczyć się, korzystać z atrakcji kulturalnych, by potem wrócić. Pozostali to ci, dla których liczy się tylko kasa. "Ci drudzy są właśnie pełni jadu i opluwając swoją przeszłość w kraju, wyładowują frustracje. Być może wcale nie zasługują na to, aby ich nazywać Polakami" - mówi.