p

Minxin Pei*

Jak rzadzone są Chiny

Niezniszczalność Komunistycznej Partii Chin (KPCh) budzi zaskoczenie i głęboką frustrację wielu zachodnich obserwatorów i rządów. Po masakrze na placu Tiananmen w 1989 roku i upadku komunizmu w państwach bloku sowieckiego na Zachodzie powszechnie sądzono, że dni KPCh są policzone. Przeczucie nadchodzącej klęski ogarnęło nawet chińskie elity rządzące, które musiały się zmagać z izolacją międzynarodową, niepokojami społecznymi i zastojem gospodarczym. Dzisiaj zwiastuny porażki są odległym wspomnieniem. 18 lat po tym, jak władze chińskie zdławiły ruch prodemokratyczny, rządy KPCh wydają się stabilne jak nigdy dotąd. Gospodarka od początku lat 90. rozwija się w dwucyfrowym tempie i Chiny osiągnęły bezprecedensowo silną pozycję międzynarodową. Na krajowym podwórku partia najwyraźniej odkryła magiczną receptę na połączenie autorytarnych rządów z prorynkową polityką gospodarczą, co zaowocowało bardzo wysokim wzrostem PKB, który wprawia w zdumienie większość wyznawców standardowej ekonomii politycznej. Pesymiści, którzy w ciągu minionego 20-lecia raz po raz przewidywali, że Chiny czeka krach, teraz budzą wyłącznie politowanie. Dziś słyszymy, że mimo wielu oczywistych problemów Chin (takich jak nierówności dochodowe, ogromne różnice między poszczególnymi regionami i zanieczyszczenie środowiska) ten, kto postawi pieniądze przeciwko Państwu Środka, przegra ostatnią koszulę. Osiągnięcia chińskiego autorytarnego modelu rozwoju gospodarczego nie są wyłącznie przedmiotem zainteresowania akademików. Stanowią też poważne wyzwanie dla liberalnej ortodoksji, której filarem jest przekonanie, że demokracja i wolny rynek muszą ze sobą współwystępować przy budowie dobrze funkcjonującego społeczeństwa. Gospodarczy sukces Chin podważył to przekonanie u mieszkańców świata rozwijającego się i skłonił autorytarnych władców innych krajów, by wzorem Chin opierali się demokratyzacji. Niektórzy stratedzy martwią się nawet, że skuteczne reżimy autorytarne, zwłaszcza w liczących się na scenie międzynarodowej państwach takich jak Chiny i Rosja, mogą zachwiać globalnym porządkiem liberalnym. Czy Chiny rzeczywiście znalazły magiczną formułę, która pozwala osiągać znakomite wyniki gospodarcze w warunkach rządów autorytarnych? Czy tak zwany chiński autorytarny model rozwoju przetrwa i będzie naśladowany w innych krajach? Nie znajdziemy odpowiedzi na te dwa trudne pytania, jeśli nie będziemy wiedzieli, jak rządzone są dzisiaj Chiny.

Lekcje historii

Pod wieloma względami chiński system polityczny jest dziwną hybrydą. Etykietka "komunistyczne" z pewnością nie pasuje do Chin, jeśli weźmiemy pod uwagę funkcjonującą tam gospodarkę mieszaną, integrację ze światowym systemem handlu, ideologiczne ubóstwo i probiznesowy rząd. Ale w wypadku Państwa Środka nie można też mówić o kapitalizmie rynkowym. Kontrolowane przez KPCh państwo odgrywa ogromną rolę w gospodarce, jest właścicielem majątku wartego biliony dolarów i monopolistą w strategicznych branżach. Kusi próba porównania dzisiejszych Chin z Koreą Południową i Tajwanem w fazie wysokiego wzrostu pod rządami autorytarnymi (z grubsza od wczesnych lat 60. do końca lat 80.). Innymi słowy, Chiny są kolejnym azjatyckim tygrysem, tylko wielokrotnie większym. Takie porównanie pomija jednak zasadnicze różnice między obecnymi Chinami i niegdysiejszymi małymi tygrysami. Udział państwa w gospodarce (mierzony wkładem sektora państwowego w PKB, liczbą pracowników i własnością majątku) jest w Chinach znacznie większy, podobnie jak zakres kontroli politycznej nad życiem obywateli. Na przykład pod koniec lat 70. na Tajwanie w wyborach na większość szczebli mogli brać udział niezależni kandydaci. W rządzonej przez juntę wojskową Korei Południowej partie opozycyjne zdobywały mandaty w Zgromadzeniu Narodowym, a w 1971 roku przywódca opozycji Kim De Dzung o mało nie został prezydentem. Ruch związkowy i radykalni studenci co jakiś czas organizowali protesty przeciwko reżimowi wojskowemu w Seulu. Taka przestrzeń polityczna w dzisiejszych Chinach po prostu nie istnieje. Ale obowiązujący tam zakaz działalności opozycyjnej i zakładania organizacji o politycznym potencjale (takich jak niezależne związki zawodowe, organizacje chłopskie czy stowarzyszenia religijne) nie wyklucza wolności osobistej. Wręcz przeciwnie, przeciętny obywatel chiński ma dzisiaj więcej wolności niż wszystkie wcześniejsze pokolenia, które żyły w Chinach za komunizmu. Możliwości podróżowania, zarówno wewnątrz kraju, jak i za granicę, niewyobrażalnie wzrosły: w 2005 roku ponad 25 milionów Chińczyków prywatnie wyjechało za granicę w celach turystycznych lub biznesowych. Ponad 100 milionów mieszkańców wsi przeniosło się do miasta. Ograniczenia dotyczące miejsca zamieszkania, zatrudnienia, wyboru partnera życiowego i obyczajowości w gruncie rzeczy zniknęły. Nie licząc tematyki politycznej, chińskie media są równie dynamiczne i równie szeroko o wszystkim informują jak media zachodnie. Renesans przeżywa również chińska scena artystyczna. Można nawet zaryzykować tezę, że władze chińskie wykopały zbyt dużą przepaść między osobistą wolnością i politycznym zniewoleniem. Najlepszym tego przykładem jest chiński internet (przez krytyków zwany intranetem). Sieć jest za bardzo potrzebna do życia wielkomiejskim elitom, by rząd poddał ją rygorystycznej kontroli. Pekin wybrał zatem kompromisowe rozwiązanie: stworzono specjalny wydział tajnej policji, który monitoruje i cenzuruje treści polityczne w internecie, ale pozwala go bez ograniczeń wykorzystywać do celów rozrywkowych i handlowych. Przeciętny chiński internauta nie ma problemu z dostępem do stron z grami, sklepów on-line, a nawet materiałów pornograficznych, lecz nie może odwiedzać stron organizacji antyrządowych - takich jak Falun Gong - czy emigranckich. Nieprawomyślne wpisy na forach są natychmiast usuwane. Metoda ta zdaje egzamin: internet jest częścią życia społecznego, gospodarczego i kulturalnego Chin, lecz nie narzędziem obalania władzy - przynajmniej na razie. Budując ten pełen sprzeczności, hybrydowy, lecz najwyraźniej skuteczny porządek polityczny, przywódcy KPCh korzystali z lekcji, jakie przyniosły dwa bardzo ważne wydarzenia końca XX wieku: upadek komunizmu sowieckiego i zamieszki na placu Tiananmen w czerwcu 1989 roku. Po otrząśnięciu się z szoku władze zaczęły analizować przyczyny tych kryzysów. Rozważania te pozostają w większości tajne, ale ich istotę można wywnioskować z opublikowanych oficjalnych przemówień, artykułów naukowych i zamówionych przez rząd raportów. Władze chińskie zbudowały strategię, która miała dopomóc w uniknięciu błędów popełnionych przez wcześniejszych przywódców chińskich i sowieckich. Chociaż za upadek ZSRR i krwawe stłumienie protestów studenckich na placu Tiananmen były odpowiedzialne bardzo różne czynniki, partia uważała, że na najgłębszym poziomie analizy w obu wypadkach winne są wadliwe strategie polityczne. Przywódcy KPCh doszli w tym zakresie do czterech podstawowych wniosków. Po pierwsze, absolutnie nieodzownym warunkiem przetrwania partii jest jedność, zwłaszcza podczas kryzysu. W Związku Radzieckim rozmaitość frakcji w obrębie KPZR stworzyła grunt dla powstania opozycji i sprawiła, że partia była bezsilna wobec zmasowanego ataku na jej monopol polityczny. W Państwie Środka rozłam w KPCh pod koniec lat 80. należał do najistotniejszych czynników, które spowodowały, że partia nie potrafiła stłumić liberalizacji burżuazyjnej, czyli ruchu prodemokratycznego. W początkowych stadiach kryzysu zakończonego masakrą na placu Tiananmen brak jedności wśród partyjnej wierchuszki uniemożliwił władzom szybkie i skuteczne spacyfikowanie ruchu protestu. Po drugie, eksperymentowanie z reformami demokratycznymi (głasnost i pieriestrojka) to igranie z ogniem. Monopol polityczny partii jest zbyt kruchy, by można było sobie pozwolić na takie zabawy. Rządy jednopartyjne są jak skała przy braku jawnego oporu i realnej alternatywy, ale kiedy na tym monolicie pojawią się rysy i zorganizowana opozycja zacznie otwarcie kwestionować władzę partii, reformy mogą doprowadzić do rewolucji, która zniszczy partię. Michaił Gorbaczow zdecydowanie przyspieszył upadek reżimu sowieckiego, naiwnie próbując go ożywić za pomocą ograniczonej konkurencji politycznej. Z kolei w latach 80. w Chinach za każdym razem, gdy partia zwiększała przestrzeń debaty na temat reform politycznych, prodemokratyczna inteligencja i studenci żądali jeszcze więcej. Po trzecie, ograniczanie wolności osobistej i ingerowanie w prywatne życie zwykłych obywateli nie tylko oznacza marnowanie środków, którymi dysponuje reżim, ale również przynosi skutki odwrotne do zamierzonych. Tego rodzaju praktyki niepotrzebnie antagonizują większość obywateli, którzy w przeciwnym razie byliby politycznie bierni, a tym samym nieszkodliwi. W większości społeczeństw niesprawiedliwe i aroganckie traktowanie obywateli jest najpewniejszym sposobem na wzniecenie buntu. W ZSRR ograniczanie wolności artystycznej i swobody rozwoju kultury masowej nie tylko sprawiły, że sowiecka rzeczywistość była szara i ponura, ale również nastawiały społeczeństwo wrogo do państwa. W latach 80. władze chińskie wielokrotnie organizowały kampanie ograniczania wolności osobistej i narzucania rygorów kulturze masowej. Energicznie, ale zasadniczo bezskutecznie walczyły z tak zwanym skażeniem duchowym - ten pojemny termin odnosił się zarówno do ideologii liberalnej, jak i do zachodniej popkultury czy pornografii. Po czwarte, kooptacja elit społecznych może poszerzyć bazę rządzenia i wzmocnić partię. Największe zagrożenie dla ustroju jednopartyjnego nie powstaje wśród niezadowolonych mas, lecz ambitnych i sfrustrowanych elit społecznych, którym reżim blokuje kariery. Rząd sowiecki po macoszemu traktował elity gospodarcze i społeczne (specjalistów i inteligencję). W latach 80. KPCh zabroniła prywatnym przedsiębiorcom wstępowania do partii, mianowała niewielu specjalistów na wysokie stanowiska w państwie i marnie wynagradzała inteligencję. Skutek tej polityki był taki, że potencjalni sojusznicy stanęli na czele ruchu antyreżimowego. Oprócz czterech wniosków wyciągniętych z upadku ZSRR i tragedii na placu Tiananmen chińscy przywódcy zidentyfikowali dwa powiązane z powyższymi strategiczne błędy popełnione przez władze sowieckie. Pierwszy z nich to niewydolność gospodarki, a drugi to agresywna polityka zagraniczna, która angażowała zbyt wiele środków i doprowadziła do wyścigu zbrojeń z USA, który jeszcze pogłębił zapaść ekonomiczną. To z kolei spowodowało, że reżim sowiecki nie dysponował środkami wystarczającymi do utrzymania władzy. Najlepszą strategią przetrwania dla KPCh jest zatem połączenie rozwoju gospodarczego z umiarkowaną polityką zagraniczną, która unika konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi. Rozwój gospodarczy i pragmatyczna polityka zagraniczna to obecnie podstawowe elementy nadrzędnej strategii KPCh.

Nowy porządek chiński

Reklama

KPCh stopniowo włączyła te cztery wnioski w program polityki wewnętrznej, który miał ją przekształcić z masowej partii rewolucyjnej bez określonych narzędzi rządzenia w elitarną koalicję władzy sprawnie stosującą pełną gamę instrumentów politycznych, ekonomicznych i represyjnych do jej utrzymania. Niezależnie od pojęć używanych przez sinologów na opisanie charakteru ustroju - leninizm rynkowy, neoleninizm, miękki autorytaryzm, neoautorytaryzm, autokracja prorozwojowa itp. - obecny chiński porządek polityczny opiera się na czterech filarach: sojuszu elit politycznych, społecznych i ekonomicznych; wykorzystywaniu patronatu ekonomicznego do rozdzielania profitów z rządów autorytarnych między elitę; selektywnym stosowaniu represji przeciwko zorganizowanej opozycji i spontanicznym protestom społecznym; używaniu taktycznych narzędzi politycznych do reagowania na potrzeby społeczeństwa.

Sojusz elit. Już Deng Xiaoping - ofiara rewolucji kulturalnej i architekt programu modernizacyjnego - rozumiał, że podziały frakcyjne wśród elit są zgubne. W latach 80. wykonał zatem kilka posunięć, które miały na celu podniesienie poziomu bezpieczeństwa politycznego wybranych technokratów i osób piastujących najwyższe stanowiska w państwie. Wysiłki Denga przyniosły jednak tylko częściowy sukces. Walki o władzę w obrębie KPCh były mniej agresywne i krwawe, ale Deng nie zapobiegł konfrontacji między liberałami i konserwatystami w okresie prodemokratycznych protestów w latach 1986 - 1987 i 1989. Zmuszony zdymisjonować swoich dwóch liberalnych protegowanych, którzy w latach 80. realizowali jego reformy (Hu Yaobanga i Zhao Ziyanga), Deng bezsilnie patrzył, jak rozpada się skonstruowana przez niego pod koniec lat 70. niełatwa koalicja liberałów z konserwatystami. Antyliberalna czystka, do której doszło po tragedii na placu Tiananmen, i późniejsza dominacja politycznie konserwatywnych technokratów niewątpliwie sprawiły, że dzisiejsza elita rządząca jest bardziej jednorodna ideologicznie, przy wszystkich różnicach osobowościowych i podziałach frakcyjnych. Chińscy przywódcy mogą się ze sobą nie zgadzać co do konkretnych posunięć, ale zawzięty spór ideologiczny z lat 80. między reformatorami i konserwatystami to już przeszłość. KPCh podjęła również dodatkowe kroki, które mają dopomóc w zachowaniu jedności i usprawnić procedury obsadzania stanowisk. Wprowadzenie zasady kadencyjności i limitu wiekowego wyeliminowało zagrożenie, że ktoś okopie się na swoim stanowisku i będzie w praktyce nieusuwalny. Mechanizm ten powoduje również, że więcej ambitnych młodych ludzi może zasmakować władzy. Świadomość, że wojna na górze może mieć dla partii katastrofalne konsekwencje, hamuje kadrowe i decyzyjne ambicje członków aparatu partyjnego, czyniąc ich bardziej skłonnymi do kompromisu. Po 1989 roku mieliśmy dwie sukcesje na szczycie władzy (Denga zastąpił Jiang Zemin, a tego drugiego Hu Jintao) i obie przebiegły bez większych tarć. Jeszcze bardziej imponujący jest sukces partii w kooptacji elit społecznych i ekonomicznych (specjalistów, inteligencji i prywatnych przedsiębiorców) rozpoczętej we wczesnych latach 90. Werbunek wielkomiejskiej inteligencji, która stanowiła zaplecze intelektualne ruchu prodemokratycznego lat 80., rozpoczął się niedługo po krwawym stłumieniu protestów na placu Tiananmen. Do partii zaproszono całe rzesze studentów i profesorów, z których wielu otrzymało wysokie stanowiska państwowe. Pod względem odsetka urzędników państwowych z doktoratami Chiny znajdują się jeśli nie na pierwszym miejscu, to z pewnością w ścisłej czołówce światowej. Ponadto zdecydowanie wzrosły wynagrodzenia, świadczenia pozapłacowe i przywileje branżowe inteligencji. Oczywiście wiąże się z nimi sformułowany nie wprost warunek: dostępne są tylko dla tych, którzy przestrzegają wyznaczonych przez partię reguł. Szaleńcy, którzy się nie dostosują, mogą stracić wszystko. Kooptacja inteligencji była mistrzowskim posunięciem. Niemalże z dnia na dzień inteligencja zamieniła się z wroga w sojusznika elit rządzących. Tę samą strategię zastosowano później wobec prywatnych przedsiębiorców, którzy odgrywają dzisiaj zasadniczą rolę w mieszanej gospodarce Chin. Jest to oczywiście grupa wewnętrznie zróżnicowana obejmująca nie tylko prawdziwych przedsiębiorców, którzy od podstaw budowali swoje firmy, lecz także uwłaszczonych na majątku państwowym byłych urzędników i dyrektorów przedsiębiorstw państwowych. Prywatni przedsiębiorcy, którzy nieustannie drżeli o swoją własność, byli dla partii łatwym kąskiem. Partyjni bonzowie początkowo traktowali ich podejrzliwie, ale w latach 90. zaczęli ich wciągać do lokalnych legislatur i różnych ciał doradczych (stanowiska te łączą się ze społecznym i politycznym prestiżem, ale nie dają realnej władzy). W lipcu 2001 roku Pekin oficjalnie ogłosił nową politykę przyjmowania prywaciarzy do partii i na razie strategia ta przynosi efekty. Z badań wynika, że grupa ta bardziej identyfikuje się z wartościami głoszonymi przez partię niż z liberalną demokracją. Najbardziej dobitnym dowodem na to, że KPCh stała się partią elit, jest jej skład społeczny. W 1978 roku robotnicy i chłopi stanowili 66 proc. z 37 milionów członków partii, a w 2005 roku było to już tylko 29 proc. z 70,8 miliona. Pozostałe grupy społeczne: urzędnicy państwowi - 8 proc., specjaliści - 23 proc., studenci - 30 proc., wojskowi i służby mundurowe - 9 proc.

Patronat ekonomiczny. W posttotalitarnym ustroju politycznym pozbawionym charyzmatycznego przywództwa i oficjalnej ideologii zrezygnowano z masowego terroru jako instrumentu władzy. Chiński autorytaryzm opiera się w znacznej mierze na państwowej kontroli kapitału i działalności gospodarczej. Stosowanie bodźców ekonomicznych jest jednym z najważniejszych narzędzi zapewniających lojalność członków elitarnego sojuszu, który tworzą urzędnicy państwowi, partyjni aparatczycy, specjaliści, wojsko, tajna policja oraz członkowie rodzin elity. Polityczna konieczność kontrolowania gospodarki w znacznym stopniu tłumaczy, dlaczego reformy rynkowe trochę w ostatnich latach przyhamowały. Chiński sektor państwowy wytwarza około jednej trzeciej PKB, jest właścicielem największych przedsiębiorstw i zachowuje monopol bądź quasi-monopol w tak zwanych branżach strategicznych (energetyka, transport, bankowość, usługi finansowe, telekomunikacja i obronność). Przedsiębiorstwa państwowe dokonały 60 proc. wszystkich inwestycji kapitałowych w 2005 roku (5,3 bilionów yuanów, czyli 700 mld dolarów). Co ważniejsze, chociaż w Chinach zniesiono kontrolę cen prawie wszystkich towarów i usług, państwo wciąż wyznacza dwie kluczowe ceny: kapitału i ziemi. Niskie lub ujemne stopy procentowe pozwalają wykorzystywać oszczędności gospodarstw domowych do utrzymywania kosztu pieniądza na niskim poziomie i subsydiowania wybranych branż. Nominalnie państwowa własność ziemi i bezpośrednia kontrola państwa nad jej obrotem czynią z nieruchomości bezcenny kapitał, którym można nagradzać członków aparatu państwowego i innych beneficjentów systemu. Partia stosuje wiele innych bodźców ekonomicznych, by zachować lojalność elit. Po pierwsze, obsadza stanowiska kierownicze najwyższego i średniego szczebla w przedsiębiorstwach państwowych. W 2003 roku mniej więcej 5,3 mln członków partii (prawie 12 proc. wielkomiejskich partyjnych) pełniło funkcje kierownicze w przedsiębiorstwach państwowych i kontrolowanych przez państwo holdingach. Po drugie, patronat ekonomiczny umożliwia kupowanie wybranych grup obywateli. Kontrola nad udzielaniem kredytów przez banki i obrotem nieruchomościami pozwala łagodzić konflikty między regionami i frakcjami, poprawiać notowania faworyzowanych sekretarzy regionalnych i kierować środki do istotnych z politycznego i strategicznego punktu widzenia grup, takich jak wojsko, policja czy określone regiony kraju. Po trzecie, podobnie jak w innych gospodarkach w wysokim stopniu kontrolowanych przez państwo patronat ekonomiczny przynosi bezpośrednie korzyści rodzinom i znajomym członków elity rządzącej. Chociaż moralnie i politycznie skorumpowany, ten kapitalizm kolesiów jest niezbędnym narzędziem łagodzenia konfliktów w częściowo tylko zreformowanej gospodarce oraz zabezpieczania się na przyszłość. Profity dla partyjnych i członków ich rodzin umacniają lojalność wobec status quo i pozwalają wygodnie się umościć w sytuacji, gdy powstałaby konieczność oddania władzy.

Selektywne represje. Przywódcy chińscy doszli do wniosku, że bezpośrednią przyczyną utraty władzy przez KPZR były reformy demokratyczne Michaiła Gorbaczowa. Aby zabezpieczyć się przed takim scenariuszem, po wydarzeniach na placu Tiananmen szefowie KPCh zrezygnowali z reform politycznych, które rozważali w latach 80. Reformy stały się bez mała tematem tabu i po 1989 roku ograniczały się w gruncie rzeczy do usprawnienia administracji. Z obecnej perspektywy widać, że partia niepotrzebnie tak bardzo przejmowała się oddolną presją na zmiany polityczne w latach 90. Destabilizacja i gospodarcza zapaść w Rosji po upadku ZSRR wywarły głębokie wrażenie na społeczeństwie chińskim, budząc w nim przekonanie, że podobna transformacja demokratyczna w Chinach mogłaby doprowadzić do katastrofy ekonomicznej, a nawet rozpadu kraju. Jednocześnie KPCh przyjęła bardziej wyrafinowaną i subtelną metodę wykorzystywania aparatu represji do obrony swojego monopolu politycznego. Większość Chińczyków cieszy się obecnie bezprecedensową wolnością osobistą, natomiast swoich przeciwników władza prześladuje sprawniej i skuteczniej niż dawniej. Znanych dysydentów zachęca się do emigracji, by nie siedzieli w więzieniach i nie stawali się irytującymi symbolami łamania praw człowieka. (Mniej znani dysydenci nie mają tyle szczęścia). Inwestuje się ogromne środki w inwigilację środowisk i jednostek podejrzewanych o wywrotowe skłonności. Znamiennym przykładem tej strategii jest policja internetowa, która liczy ponoć 30 tys. funkcjonariuszy. Selektywna cenzura prasy pozwala kontrolować informacje polityczne przy jednoczesnym umożliwieniu swobodnego relacjonowania życia kulturalnego i gospodarczego. Tworzy się również specjalne brygady policji do tłumienia dziesiątek tysięcy zamieszek, jakie wybuchają w Chinach każdego roku. Kierując się przekonaniem, że wydarzeń na placu Tiananmen można było uniknąć, partia podkreśla rolę szybkiego reagowania na tlące się kryzysy: władze każdego szczebla mają obowiązek natychmiast tłumić wszelkie potencjalnie destabilizujące incydenty. Urzędnikom źle wywiązującym się z tego zadania grozi dymisja. W wypadku zorganizowanych działań o charakterze opozycyjnym partia reaguje brutalnie i stanowczo, np. aresztując członków mikroskopijnej Chińskiej Partii Demokratycznej w 1998 roku czy delegalizując Falun Gong w 1999 roku.

Taktyczna elastyczność polityczna. Strategia przetrwania KPCh, oparta na sojuszu elit, patronacie ekonomicznym i selektywnej represji, na dłuższą metę może się okazać nie do utrzymania, ale w minionym 20-leciu partia pokazała, że potrafi zachować się z godną podziwu elastycznością w trudnych sytuacjach, takich jak perspektywa potężnego kryzysu bankowego pod koniec lat 90., zwolnienie ponad 20 milionów pracowników przedsiębiorstw państwowych, protesty przeciwko zbyt wysokim podatkom na prowincji i wiele innych. Partia jest gotowa rozwiązywać problemy metodami technokratycznymi, byle nie wymagało to demokratyzujących reform. Na przykład za prezydenta Hu Jintao rząd zniósł podatek rolny oraz zobowiązał się do zwiększenia wydatków publicznych w odpowiedzi na niezadowolenie społeczeństwa z usług świadczonych przez państwo w służbie zdrowia, mieszkalnictwie i szkolnictwie. Elastyczność tę po części wymogła na władzy rosnąca aktywność obywatelska Chińczyków i dynamiczne media. Przez ostatnie 30 lat społeczeństwo chińskie stało się bardziej wymagające i asertywne. Zajadle konkurujące ze sobą media, w których pracuje coraz więcej młodych, liberalnych dziennikarzy, agresywnie sprawdzają granice wyrozumiałości KPCh. Chociaż działacze społeczni, liberalni akademicy i dziennikarze zdają sobie sprawę, że domaganie się reform na razie byłoby zbyt niebezpieczne, w pełni wykorzystują słabe punkty partii - przede wszystkim niekompetencję i niewydolność administracji. Innymi słowy władza KPCh nie jest kwestionowana, ale krytykuje się jej błędy i niską jakość usług publicznych. Ta ostatnia sprawa jest o tyle ważna, że jakość usług publicznych jest obecnie jedynym wiarygodnym źródłem legitymacji KPCh. Partia nie ma innego wyboru, jak tylko reagować na presję społeczną. Błędem byłoby jednak interpretowanie tego jako dążenia do większej transparentności władzy, która doprowadzi z kolei do demokratyzacji. Kiedyś może tak się stanie, ale na razie partia reaguje na presję społeczną wyłącznie werbalnie. Poza tym można wątpić, czy taktyczne dostosowania mogą w pełni zrekompensować immanentne wady strategii przetrwania, która opiera się na politycznym wykluczeniu większości społeczeństwa, patronacie ekonomicznym i selektywnej represji.

W tym miejscu nasuwa się pytanie, czy nowy porządek chiński przetrwa, wydaje się bowiem, że strategia, która nadspodziewanie dobrze zdała egzamin po wydarzeniach na placu Tiananmen, nie podoła wyzwaniom, które czekają partię w przyszłości. Koncepcja, która po czerwcu 1989 roku była rozwiązaniem, teraz stała się problemem. Istotą tej koncepcji było bowiem skonstruowanie nowej koalicji władzy i zastosowanie bardziej wyrafinowanych instrumentów rządzenia do obrony partii przed społeczeństwem. Sukces tej strategii pociągnął za sobą ogromne koszty, ponieważ partia była tak dobrze chroniona, że popadła w wewnętrzny marazm. Podobnie jak w innych państwach jednopartyjnych elity rządzące niekontrolowane przez demokratyczną konkurencję, wolne media, społeczeństwo obywatelskie i rządy prawa pogrążyły się w pazerności i korupcji. Przez nikogo nierozliczani członkowie elity z zapałem wykorzystują polityczny monopol partii do szybkiego dorobienia się jak największego majątku. Takie skorumpowane, ale racjonalne zachowania - w istotnej mierze motywowane brakiem wiary nowej elity w trwałość nowego porządku - znacznie osłabiły autorytet partii i przyczyniły się do obniżenia jakości funkcjonowania państwa. Lament byłego wiceministra edukacji, że "decyzje polityczne nie wychodzą poza Zhongnanhai" (siedziba rządu centralnego), doskonale oddaje kłopoty państwa jednopartyjnego, które nie potrafi narzucić swojej woli własnemu aparatowi, mimo że udało mu się skonstruować bodaj najbardziej rozbudowany system obrony przed demokratyzacją w dziejach ludzkości. Aby zwiększyć swoje szanse na to, że będzie rządziła przez następne 20 lat, partia powinna wziąć sobie do serca jeszcze jedną lekcję, tym razem nie z upadku ZSRR, lecz z biologii ewolucyjnej - umiejętności nabyte przez niektóre gatunki: np. pewne wymarłe ptaki nieloty, które w jakimś okresie sprzyjały ich przetrwaniu, w innych warunkach okazały się dla nich zgubne. Kontynuowanie przez KPCh strategii wymyślonej po 1989 roku, byłoby z gruntu niemądre. Jeśli partia to zrozumie i przyjmie nową strategię, jak będzie ona wyglądać? Niestety, nie wiemy tego ani my, ani partia.

Minxin Pei

© American Interest

przeł. Tomasz Bieroń

p

*Minxin Pei, amerykański politolog pochodzenia chińskiego. Pracuje jako analityk w Carnegie Endowment for International Peace, pełni funkcję dyrektora tamtejszego programu badań nad Chinami. Współpracuje z prestiżowymi periodykami "Foreign Affairs", "Foreign Policy" oraz "National Interest". Jest komentatorem BBC i Voice of America. Opublikował m.in. książki "From Reform to Revolution: The Demise of Communism in China and the Soviet Union" (1994) oraz "China's Trapped Transition: The Limits of Developmental Autocracy" (2006).