Mężczyźni wrócili w piątek do Polski po tym, jak wypuszczono ich z mińskiego aresztu dzięki interwencji polskiego MSZ oraz ambasady polskiej w Białorusi. Jak powiedzieli, są "poobijani", ale cieszą się że "wrócili bezpiecznie do domu".
Studenci opowiadali o tym, co im się zdarzyło podczas protestów. Według ich relacji, zostali porwani z ulicy przez OMON w centrum Mińska. wspominał student.
Obaj zwracali uwagę, że ich polskie pochodzenie było przedmiotem dodatkowych represji. - opowiadali.
Jak wspominali, od razu po przybyciu na komisariat zostali położeni twarzami do ziemi i grożono im, że zostaną im wybite "wszystkie zęby". - mówili mediom na lotnisku.
- powiedział jeden z nich.
Następnie po ponad dobie zostali przewiezieni do więzienia. Opowiadali, że do tego momentu nie spali i poddawano ich psychicznym torturom; nie wiedzieli, jakie mają prawa a ich prośby o cokolwiek wyśmiewano. wspominali.
Studenci zapytani o to, czy poddawano ich propagandowej indoktrynacji, odpowiedzieli twierdząco.- dodali.
Przez cały ten czas nie mieli żadnych informacji na temat tego, kiedy i czy będą się widzieli z polskim konsulem, chociaż docierały do niech plotki, że wyjdą wcześniej. W końcu zostali wypuszczeni po 72 godz., ponieważ wtedy kończył im się okres aresztu i policja nie mogła ich dłużej przetrzymywać. - opowiedział jeden z nich.
Na koniec mężczyźni podziękowali polskiej dyplomacji za pomoc oraz ich rodzinom i innym osobom zaangażowanym w ich uwolnienie. -zaznaczyli.
Po niedzielnych wyborach prezydenckich na Białorusi, w których, według oficjalnych wyników, po raz kolejny wygrał rządzący od 26 lat Alaksandr Łukaszenka, w wielu miastach tego kraju wciąż trwają protesty przeciw domniemanym fałszerstwom wyborczym. Od ich rozpoczęcia władze zatrzymały, często w brutalny sposób, kilka tys. osób.