Kramarz zyskała niedawno rozgłos po tym, jak pozwała sieć supermarketów Carrefour, gdzie odmówiono wpuszczenia jej z Readem. Według jej prawnika mecenasa Aleksandra Woźnickiego zachowanie ochroniarza, który wyprosił kobietę, było aktem dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność. Jolanta Kramarz żąda teraz 25 tys. zł odszkodowania, które miałoby być wpłacone na rzecz fundacji zajmującej się szkoleniem psów przewodników.
W środowym DZIENNIKU przytaczaliśmy najbardziej absurdalne przykłady polskiego prawa wymienione w powstającej "Czarnej księdze dyskryminacji osób niepełnosprawnych". Nierozróżnianie psa przewodnika i zwykłego domowego pupilka to jeden z najbardziej rażących przykładów. W sprawie pani Kramarz pierwsza rozprawa ma się odbyć pod koniec października.
To było w metrze warszawskim. Wyobraża sobie pani, że przez megafon mnie zrugano: "Panią z pieskiem prosimy o opuszczenie wagonu lub założenie psu
kagańca". A Read, mój labrador, to przecież nie jest żaden piesek, tylko przewodnik, któremu kaganiec przeszkadza w pracy. Zawsze zresztą nosi specjalne szelki z opisem, jaką funkcję
wykonuje. Tak mnie zdenerwowała ta sytuacja, że napisałam list do zarządu Metra ze szczegółowym wytłumaczeniem różnicy między "pieskiem" a psem przewodnikiem.
Nagminnie, do tego stopnia, że jak jestem już naprawdę zmęczona i nie mam siły na kolejne starcia z ochroniarzami, to wolę kombinować jedzenie z tego, co mam w domu, niż iść do sklepu. Z
reguły jednak twardo obstaję przy swoim i, jak trzeba, ostro wykłócam się z ochroniarzami. Mam w tym zresztą wprawę.
Na przykład, że już mieli do czynienia z niewidomymi, ale żaden nie był tak uparty. Mam wrażenie, że chyba trochę boją się ostro kłócić z kobietą, i do tego niewidomą. Najczęściej
są mocno zaskoczeni tym, że się stawiam.
Często nie. Wyrzucano lub próbowano mnie wyrzucić wielokrotnie: ze sklepów, i to nie tylko spożywczych, ale także ze sklepów z ubraniami, z drogerii, restauracji, a nawet zdarzyło mi się
być wyproszoną z gabinetu lekarza okulisty. Niedawno taksówkarz nie chciał mnie podwieźć z psem, choć wcześniej zamawiając samochód, zawiadamiałam, że będę jechała z psem
przewodnikiem. Kierowca zażyczył sobie jednak ochronnego koca dla Reada.
Czasem są. W jednym z McDonaldów problemy powtarzały się kilkakrotnie, ale ostatecznie dostałam oficjalne pismo z przeprosinami od kierownika placówki. Nie dałam się też kilka tygodni temu
wyrzucić z plaży. Ochroniarz poddał się, gdy zażądałam, by wezwał policję.
Oni to już naprawdę przegięli. Przygotowana na taką sytuację szłam do sklepu z odpisem załącznika do uchwały Rady m.st. Warszawy, który opisuje podobne sytuacje i uznaje prawo niewidomym do
wejścia z psem do miejsc publicznych. Ochroniarza to jednak nie interesowało, podobnie jak dyrektora sklepu.
Usłyszałam, że sklep to teren prywatny i nie muszą mnie wpuścić. Więc ja też się zaparłam i postanowiłam, że nie odpuszczę.
Mam niestety przeczucie, że mogę nie wygrać, bo przecież prawa dosłownie nie złamali. Ale nie o samą wygraną tu chodzi, tylko o pokazanie, do jakich kuriozalnych sytuacji dochodzi w życiu
osoby niepełnosprawnej.
*Jolanta Kramarz, ma 38 lat, jest niewidoma od 14. roku życia. Jest psychologiem i prezesem fundacji Vis Maior