Artykuł pochodzi z wydania "Dziennika Gazety Prawnej" z dnia 11 kwietnia 2010 roku>>>
Już osiem ksiąg kondolencyjnych wystawionych przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie zapełnionych jest podobnymi wpisami. W tłumie oczekującym przed pałacem, by postawić znicz, wpisać się do księgi, pomodlić czy tylko zatrzymać na chwilę, widać dziesiątki zapłakanych twarzy. mówi Marta Twardowska, studentka historii z Uniwersytetu Warszawskiego. dodaje dziewczyna.
Czarne miasto
Warszawa ostatnio tak wyglądała 2 kwietnia 2005 roku po śmierci Jana Pawła II. Całe miasto jest opustoszałe. Ulice puste. Zero ludzi i samochodów. Tylko Stare Miasto, Śródmieście i szczególnie Trakt Królewski są nieprzejezdne. Dziesiątki tysięcy ludzi z kwiatami, zniczami czy tylko czarnymi wstążeczkami w klapach zatrzymuje się przy kościołach, Belwederze i Pałacu Prezydenckim. Co kilka minut rozbrzmiewa Mazurek Dąbrowskiego lub pieśni żałobne. Kiedy na przejściu dla pieszych na ulicy Kredytowej niedaleko Zachęty światła przez kilka minut nie zmieniają się na zielone starsza kobieta uderza w płacz: –
Margarita i Julio Guerrero z Meksyku z konsternacją rozglądają się, wchodząc na Krakowskie Przedmieście. zagajają policjanta. Dopiero kiedy słyszą, że te tłumy ludzi to żałobnicy, z przerażeniem w oczach pytają, czy nie powinni wyjechać z Polski: Margarita zaczyna płakać.
Jedna po drugiej restauracje, kawiarnie, a nawet galerie zamykają się, na drzwiach tylko wywieszone kartki z zawiadomieniem o żałobie. Rozchodzi się informacja, że z powodu żałoby w niedzielę mają być podobno zamknięte nawet sklepy.
Czarna sobota
Kwietniowe soboty to tradycyjnie dzień ślubów. Małgosia i Janek cieszyli się, że udało im się już pół roku temu zarezerwować termin w kościele św. Anny przy placu Zamkowym. Teraz jednak mają świątynię zapełnioną żałobnikami. wzdycha Małgosia.
– zapewnia Mateusz Zarczyński, prawnik z Pruszkowa, który pod kościołem św. Jana wraz z żoną i dwójką dzieci czeka na rodzinę. dodaje mężczyzna.
Coraz więcej flag z czarnymi kirami pojawia się w oknach mieszkań, biur i urzędów. Także chodnik przed rodzinnym domem Jarosława i Lecha Kaczyńskich na Żoliborzu z godziny na godzinę zapełnia się zniczami i kwiatami. Tu jednak ludzi nie ma za wielu. Dyskretnie podchodzą na chwilę, zostawiają znicz i odchodzą.