Niektórzy po prostu najzwyczajniej w świecie odpuszczają sobie ten wysiłek i wybierają inny fach. , i od lat odmawia wywiadów zarówno o swoim życiu, jak i na jakikolwiek inny temat. I w przeciwieństwie do wzorowanego na nim bohatera filmu "Pitbull" nie zrobił tego, aby pokonać na własną rękę wizerunek ojca macho i nie palił przy tym heroiny.
Niestety, niektóre dzieci znanych gwiazd nadwiślańskiego show-biznesu nie decydują się na anonimowość. Próbują robić karierę na własną rękę, nie wiadomo, czy z chęci dorównania rodzicom, czy po prostu nabicia konta łatwą, napędzaną przez nazwisko kaską.
. Z mniejszym obciachem, acz z równie fatalnymi artystycznymi konsekwencjami radzą sobie dzieci liderów legend rocka Polski Ludowej - Budki Suflera i Perfectu. Bracia Cugowscy założyli zespół o oryginalnej nazwie Bracia, który jak do tej pory nie wylansował ani jednej rozpoznawalnej piosenki i brzmi jak koszmar każdego konsumenta muzyki rockowej, czyli jak zespół Feel, tyle że bez przebojów.
Tonącym braciom cały czas koło ratunkowe rzuca tata, który a to zaprosi na wspólną trasę koncertową, a to podsunie pomysł nagrania największego kuriozum polskiej fonografii ostatnich lat: płyty, na której Bracia wykonują utwory... Queen, jednego z najbardziej wirtuozerskich zespołów w muzyce rockowej. , często wykonywanego w duecie z ojcem. Sam tato jeszcze bawi się w Micka Jaggera, gdy trzeba zagrać sylwestra w Krakowie, ale raczej pilnuje interesów córki.
Na szczęście medal ma dwie strony i czasami dzieci zostają równie dobrymi artystami jak rodzice. którzy od początku występowali pod pseudonimami, zaś nagrana wspólnie z ojcem płyta pojawiła się już długo po tym, gdy nikt nikogo nie musiał wlec za sobą na sznurku nazwiska. córkę Urszuli Dudziak i Michała Urbaniaka, która wydała ostatnio niezobowiązującą, ciepłą, lekką i przyjemną płytę "Closer".
W porównaniu do jazzowych wyczynów taty i mamy propozycja świetnie śpiewającej po angielsku Miki jest bardzo grzeczna, wygładzona i idealnie mieści się w kanonach współczesnego dziewczyńskiego popu spod znaku Lilly Allen czy Kate Nash. Nie ma w tym nic złego - to tylko dowód na charakter i brak kompleksów współpracującej również z Andrzejem Smolikiem wokalistki. O te drugie przecież bardzo łatwo jest w sytuacji, gdy mama jest jedną z najbardziej progresywnych wokalistek na świecie, a I naprawdę propozycja Miki jest na tyle mocna, że nie musi reklamować swego albumu przechwałkami, że pomagali jej muzycy, którzy nagrywali też chórki dla Amy Winehouse.