- Premier Tusk uspokajał. Tama wytrzyma? „Nie powinno dojść do zasadniczego dramatu”
- Oficjalne przyczyny: wadliwe prace budowlane i brak nadzoru
- Państwo wie, ale nadal nie rozliczyło odpowiedzialnych
- Brak ewakuacji i wpływ na rozmiar szkody
- Odpowiedzialni są gdzieś w systemie, ale system ich nie pokazuje
Premier Tusk uspokajał. Tama wytrzyma? „Nie powinno dojść do zasadniczego dramatu”
W dniu awarii, o godzinie 7:40 w Komendzie Powiatowej Policji w Kłodzku, premier Donald Tusk zakończył odprawę sztabu kryzysowego. W obecności komendanta PSP nadbryg. Mariusza Feltynowskiego i ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka mówił: „Pojawiły się takie głosy, że być może tama nie wytrzyma, ale one nie są prawdziwe, to znaczy tama powinna wytrzymać, nie mamy tutaj żadnych informacji od tych, którzy odpowiadali za remont tej tamy sprzed lat, ona powinna wytrzymać. Natomiast przesiąka i woda płynie, ale nie powinno dojść do jakiegoś zasadniczego dramatu”.
Trzy godziny później tama została doszczętnie zniszczona. O godz. 10:35, w wyniku ciągłego naporu wody, doszło do całkowitego rozmycia zapory.
Oficjalne przyczyny: wadliwe prace budowlane i brak nadzoru
Dolnośląski Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego jednoznacznie stwierdził: „Uszkodzenie tamy w Stroniu Śląskim nastąpiło w miejscu, gdzie wcześniej prowadzono prace ziemne związane z układaniem rur. Miejsca powstania przebić hydraulicznych wody przez korpus zapory pokrywają się z trzema miejscami wykopów pod wykonaną kanalizację kablową, w tym z trzema przekopami pod koroną zapory”.
Dalej wskazano, że prace te nie powinny ingerować w konstrukcję obiektu w taki sposób, a ich wadliwe wykonanie doprowadziło do rozszczelnienia korpusu zapory. To oznacza, że państwo nie mierzy się już wyłącznie z żywiołem, lecz także z konsekwencjami własnych decyzji i własnego nadzoru.
Państwo wie, ale nadal nie rozliczyło odpowiedzialnych
Rządowy pełnomocnik ds. powodzi Marcin Kierwiński publicznie przyznał, że przyczyn katastrofy należy szukać nie tylko w skali opadów, ale również w działaniach ludzi i w błędach popełnionych wcześniej przy zaporze. Tego rodzaju wypowiedzi nie przesądzają jeszcze formalnie odpowiedzialności cywilnej, ale mają znaczenie dowodowe: wzmacniają tezę, że państwo nie może zasłaniać się wyłącznie „siłą wyższą”.
I tu zaczyna się właściwy problem. Skoro państwo przyznaje, że zawiodły decyzje, zgody i wykonanie prac, to naturalne powinno być wskazanie ludzi odpowiedzialnych za te decyzje. Tymczasem do dziś nie pokazano opinii publicznej pełnego łańcucha odpowiedzialności. Nie ma jasnej informacji, kto podjął decyzję, kto ją zaakceptował, kto nadzorował prace i kto poniósł konsekwencje.
Brak ewakuacji i wpływ na rozmiar szkody
Jeszcze poważniejszą kwestią pozostaje brak jednoznacznej, odpowiednio wczesnej decyzji o ewakuacji. Nawet spóźniona ewakuacja dawałaby części mieszkańców możliwość zabezpieczenia dokumentów, sprzętu, leków, samochodów i podstawowego dorobku życia. Słowa premiera, że tama „powinna wytrzymać”, pokazują, jaki komunikat wysłano do mieszkańców w kluczowym momencie. W sporze odszkodowawczym może to mieć znaczenie także dla oceny rozmiaru szkody. Poszkodowany może bowiem twierdzić, że przy innym, bardziej alarmowym komunikacie jego strata byłaby mniejsza.
Odpowiedzialni są gdzieś w systemie, ale system ich nie pokazuje
Rząd, Wody Polskie i nadzór budowlany potwierdziły, że źródłem katastrofy były błędne działania przy obiekcie. A mimo to w przestrzeni publicznej nadal brakuje jednego prostego elementu: realnego rozliczenia personalnego.
- dymisji brak,
- postępowań dyscyplinarnych nie pokazano,
- pełnej listy nazwisk opinii publicznej nie przedstawiono.
W praktyce odpowiedzialność znów rozmywa się w instytucjach.
Pomoc doraźna to nie pełne odszkodowanie
Państwo uruchomiło zasiłki, zapomogi i różne formy wsparcia. To jednak nie jest to samo co pełne naprawienie szkody. Dla obywatela, który stracił dom, warsztat, sprzęt lub dorobek życia, świadczenie pomocowe nie zamyka sprawy odpowiedzialności.
Co istotne, w tle pozostaje jeszcze kwestia terminów. W reżimie Prawa wodnego funkcjonuje szczególny, krótki, 2-letni termin przedawnienia roszczeń o naprawienie szkody. To oznacza, że dla poszkodowanych czas nie jest neutralny. Zwlekanie działa na korzyść silniejszej strony sporu: instytucji i ich zaplecza prawnego.
Ubezpieczenie i skala katastrofy
Dodatkowe pytania budzi także poziom zabezpieczenia finansowego całego systemu. Jeżeli skala szkód idzie w dziesiątki lub setki milionów złotych, a mechanizmy ubezpieczeniowe i kompensacyjne okazują się dalece niewystarczające, to problem nie dotyczy już wyłącznie samej awarii zapory. Dotyczy także tego, czy państwo było przygotowane na skutki własnego błędu.
Państwo obiecało spokój, potem potwierdziło błędy, ale nie domknęło odpowiedzialności
Katastrofa w Stroniu Śląskim pokazuje trzy kolejne etapy działania państwa.
Po pierwsze, państwo uspokajało.
Po drugie, po katastrofie zaczęły pojawiać się oficjalne ustalenia wskazujące na błędy ludzkie i wadliwe prace przy zaporze.
Po trzecie, mimo tych ustaleń nadal nie doszło do przejrzystego i pełnego rozliczenia odpowiedzialności oraz do zamknięcia problemu szkód w sposób, który dla obywateli byłby rzeczywiście kompletny.
W tej sprawie najważniejsze nie jest już samo pytanie, czy zawiódł żywioł. Najważniejsze jest pytanie, dlaczego po katastrofie wciąż nie wiadomo jasno, kto zawiódł w państwie i kto za to odpowie.
Grzegorz Prigan, adwokat