Ponad połowa badanych uważa, że media publiczne powinny być w całości finansowane z reklam – wynika z najnowszego badania domu mediowego MEC, przeprowadzonego wśród tysiąca widzów mających dostęp do internetu. Co prawda niemal dwie trzecie zgadza się z tym, że model finansowania TVP i Polskiego Radia powinien się zmienić, ale ich opinie co do kierunku zmian idą w zupełnie inną stronę niż rządowe plany dotyczące wprowadzenia powszechnej opłaty audiowizualnej. Niechęć zarówno do abonamentu, jak i każdej innej daniny na media publiczne jest tak wielka, że ponad dwie trzecie zaakceptowałoby przerywanie reklamami programów telewizji publicznej, aby tego obowiązku uniknąć.

Z badania MEC wynika, że tylko 7 proc. respondentów dopuszcza wprowadzenie opłaty audiowizualnej albo wyższego abonamentu w zamian za lepszy jakościowo program mediów publicznych. Niewiele więcej, bo 17 proc., opowiada się za utrzymaniem abonamentu, ale na niższym niż do tej pory poziomie. Co czwarty internauta uważa jednak, że obowiązek utrzymywania mediów publicznych należy zrzucić na stacje komercyjne i to one powinny płacić na ten cel podatek. Krzysztof Czabański, wiceminister kultury odpowiedzialny za reformę mediów, wspominał, że takie rozwiązanie będzie brane pod uwagę w przypadku, kiedy w mediach publicznych dodatkowo zostanie ograniczona możliwość emisji reklam. A to nie jest przesądzone.

Prace nad reformą finansowania TVP i PR są w powijakach. Ministerstwo Kultury w styczniu zwołało międzyresortową grupę roboczą, która ma wypracować szczegółowe rozwiązania. Wiadomo, że będzie to powszechna składka audiowizualna, którą zapłaci – w zależności od obranego modelu – każde gospodarstwo domowe albo każdy dorosły obywatel. Pomysły na stole są dwa – powiązanie opłaty z rachunkiem za prąd bądź ściąganie jej wraz z podatkiem przez fiskusa. Resort wciąż nie zadecydował, którą z dróg wybierze. – Składka jest traktowana jak gorący kartofel – przyznaje w rozmowie z DGP Witold Kołodziejski, wiceminister cyfryzacji, który bierze udział w pracach. Nie chcą jej mieć u siebie ani Ministerstwo Finansów, które torpeduje pomysł powiązania opłaty z podatkiem, ani resort energetyki, który skrzętnie wylicza wady wariantu opłaty „od gniazdka”. Kołodziejski jest zwolennikiem pobierania opłaty razem z PIT. – Jest prostszy. A z poboru opłaty wraz z prądem właśnie wycofują się Czechy – zauważa. Ostateczna decyzja w tej sprawie ma zapaść w lutym.

Tymczasem tylko 17 proc. zbadanych przez MEC uważa, że w ogóle warto płacić abonament. Dwie trzecie ma przeciwne zdanie. Krzysztof Luft z KRRiT zauważa jednak, że wyniki badania mają się nijak do oglądalności czy słuchalności mediów publicznych, które wciąż skupiają potężną grupę. – Finansowanie z reklam mija się z celem, bo wtedy oferta mediów publicznych nie różniłaby się niczym od programów konkurencji. TVP już dziś jest silnie skomercjalizowana. 80 proc. jej budżetu pochodzi z rynku reklamowego. To stawia nas w ogonie Europy. W radiu obserwujemy co prawda odwrotne proporcje, ale to telewizja ogniskuje zainteresowanie opinii publicznej i polityków – dowodzi Luft.

Filozofia powszechnej opłaty audiowizualnej tym różni się od abonamentu, że znosi powiązanie obowiązku z posiadaniem odbiornika. – Płaci się za samą możliwość korzystania z mediów publicznych. To tak, jak ze składką zdrowotną – tłumaczy Luft. Ona obowiązuje bez względu na to, jak często i czy w ogóle chodzimy do lekarza. – Klucz posiadania odbiornika telewizyjnego jest niewystarczający, bo treści telewizyjne, w tym TVP, są dostępne w serwisach VoD, do pozyskania na ekranach komputera czy urządzeń mobilnych – tłumaczy Joanna Nowakowska z MEC. A w grupie osób bez telewizora ponad jedna czwarta korzysta z serwisów wideo należących do TVP.

Co trzeci internauta nie zamierza płacić na media, nawet jeśli z TVP i PR znikną reklamy i na pytanie o akceptowalną, maksymalną miesięczną kwotę, jaką byliby w stanie wyłożyć, wskazuje „0” zł. 33 proc. w odpowiedzi na to samo pytanie wskazuje 10 zł (11–20 zł – 22 proc.; 21–30 zł – 10 proc.; powyżej 30 zł – 4 proc.). Pewnie odpowiedzi byłyby inne, gdyby przebadano osoby niekorzystające z sieci.