Kulisy finansowania programu Tomasza Lisa dla TVP ujawnił Cezary Łazarewicz, a jego tekst na swoim blogu opublikował dziennikarz Andrzej Bober. Według dokumentów, do których dotarł Łazarewicz, od premiery w 2008 roku telewizja płaciła firmie Lisa Deadline Productions 93,2 tysiąca złotych brutto za wyprodukowanie jednego odcinka programu "Tomasz Lis na żywo". Jednak jego wyemitowanie kosztowało niemal dwa razy tyle. Telewizja musiała więc dokładać do produkcji ponad 100 tysięcy złotych. - Umowa z TVP przewidywała, że Deadline Productions daje wkład merytoryczny, a TVP sprzęt, ludzi i studio - informuje Łazarewicz. Lis upierał się też, by to właśnie jego firma zajmowała się produkcją programu. Nie chciał zgodzić się na samo prowadzenie "Tomasz Lis na żywo".

Według wyliczeń Łazarewicza Telewizja Polska przez osiem lat zapłaciła firmie Tomasza Lisa 21 mln złotych, a drugie tyle dołożyła do produkcji programu.

Próg oglądalności

Umowa Lisa z telewizją zawierała tzw. próg oglądalności. Program "Tomasz Lis na żywo" musiało oglądać 15 procent widzów między 16 a 49 rokiem życia spośród tych, którzy mieli w tym czasie włączone telewizory. Inaczej TVP2 mogła zdjąć audycję z anteny. - Tylko że zapis umowy nie był później respektowany. Gdy oglądalność programu zaczęła spadać po 2011, TVP nie rozwiązała umowy, tylko zmieniła ją tak, by była korzystna dla firmy Tomasza Lisa - donosi Łazarewicz. Zarząd TVP pod kierownictwem Juliusza Brauna miał "wygumkować" próg oglądalności.

W 2013 roku, gdy telewizja negocjowała nowy kontrakt z Lisem, próg został obniżony do 11,5 procent. - Program wciąż był najchętniej oglądanym, ale nastąpił spadek oglądalności wielkich anten - tłumaczył Łazarewiczowi Braun i dodawał, że próg oglądalności został ustawiony na niższym pułapie, by wskaźnik ten był realistyczny.

Według danych, które przytacza Łazarewicz, program Lisa konsekwentnie tracił oglądalność. W 2013 roku w grupie docelowej była nieco niższa od zakładanej i wyniosła 11,09 %. Rok później spadła do 10,3%, a w 2015 roku do 9,68%. Jednak program został zdjęty z anteny dopiero w 2016 roku.

- Dla polityków PiS Tomasz Lis był solą w oku i symbolem stronniczości telewizji, więc tuż po wyborach wielu prominentnych polityków Prawa i Sprawiedliwości, m.in. dzisiejszy wiceminister kultury Jarosław Sellin, zapowiadało, że zniknie on z anteny publicznej telewizji. Decyzję tę ogłosił jeszcze poprzedni prezes TVP Janusz Daszczyński. Zakończenie kontraktu z Lisem tłumaczy zmianą koncepcji współpracy z zewnętrznymi producentami - pisze Łazarewicz.

Sam Tomasz Lis twierdzi, że w ciągu 8 lat jego program zarobił dla TVP 100 mln złotych. - TVP nie finansowała mojego programu. To ja współfinansowałem TVP swoim programem. Biorąc pod uwagę koszt programu do zysku – była to najlepsza inwestycja TVP w tej dekadzie – uważa dziennikarz.

- Z bilansu za rok 2015 nie wynika jednak, by program Lisa był maszynką do zarabiania ogromnych pieniędzy. Według TVP w 2015 roku przychody reklamowe przy emisji programu wyniosły 4,6 mln złotych netto, uwzględniając odcinki premierowe i powtórki, a koszty jego produkcji 3,7 mln złotych netto. Zysk w ciągu ostatniego roku wyniósł około 900 tys. Zł – ripostuje Łazarewicz i dodaje, że podobny przychód generuje "Magazyn Ekspresu Reporterów", który nie ma gwiazd i tak dużej promocji.

Po odejściu z TVP Tomasz Lis nie pracuje w żadnej ze stacji telewizyjnych. Jego nowy program emitowany jest w jednym z portali internetowych.