"Gorzkie wrażenie po Drzewieckim"
"Oprócz szczegółowego opisu własnej wizji wydarzeń związanych z aferą hazardową Mirosław Drzewiecki zaprezentował komisji śledczej i publiczności, tzw. ogólne wrażenie. To trudno uchwytna atmosfera, osad pozostający w głowach po 10 godzinach przesłuchania. Jaki był? Gorzki dosyć" - komentuje Zuzanna Dąbrowska, publicystka Polskiego Radia
- O co komisja powinna pytać Tuska
- Tusk o Berlusconim: Znam "typa"
- Schetyna: Nie lobbowałem, nie gram w golfa
- "Komisja śledcza nie zagrozi Tuskowi"
- "Zwyczaje z epoki Rywina"
- "Kto pierwszy w PO rzuci kamieniem?"
- "W komisji działy się dziwne rzeczy"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Zakładając nawet, że Mirosław Drzewiecki mówi czystą prawdę o swojej roli w całym procesie dotyczącym ustawy o grach, czyli, że „nie forsował rozwiązań w interesie branży hazardowej” i nie był „załatwiaczem”, nie był też źródłem przecieku, a fanatyczny Mariusz Kamiński nie posiada na żadną ze swych tez oskarżających Drzewieckiego cienia dowodu – i tak obraz całej sprawy rysuje się niezbyt świetlany.
Ludzki błąd
Dlaczego? Były minister sportu z pełnym przekonaniem opowiadał posłom o całej sekwencji zdarzeń, w której nie mógł dopatrzeć się śladu afery. I tak jak Zbigniew Chlebowski ubolewał jedynie nad mało eleganckim językiem swoich podsłuchiwanych rozmów telefonicznych, tak Drzewiecki z kwaśną miną tłumaczył zasadniczy wątek całej sprawy – podpisane przez siebie pismo z 30 czerwca, w którym resort wycofuje się z dopłat do gier. Jak tłumaczył? Po prostu „ludzkim, urzędniczym błędem”.
Błędem naprawianym dopiero ponad dwa miesiące później, kiedy cała afera już wykipiała. Bo dopiero w początkach września resort sportu z racji, jak twierdzi Drzewiecki „prac nad budżetem na 2010 rok”, wysłał pismo korygujące poprzednie stanowisko.
Na czym polegał ten „ludzki błąd”? Polecenie ministra sportu gdzieś się między nim, jego dyrektor generalną, Moniką Rolnik, a dyrektorem departamentu prawno-kontrolnego Rafałem Wosikiem – wykoślawiło. I w efekcie powstał tekst, który nigdy – podobno - powstać nie miał. Czy ktokolwiek poniósł konsekwencje tego błędu? O tym minister nie mówił nic. Dlaczego aż dwa miesiące zabrało resortowi skorygowanie stanowiska? Dlaczego dopiero wizja zmniejszonych finansów na sport w roku 2010 skłoniła ministra do powrotu do koncepcji dopłat?
Minister nie przeczytał
A może to nie był zasadniczy powód? Może najważniejsze było dla zmiany stanowiska Drzewieckiego spotkanie z premierem 19 sierpnia i trudna zapewne rozmowa o całości postępowania legislacyjnego w związku z ustawą o grach? Bo przecież nikt chyba nie ma wątpliwości, że spotkanie z premierem było klasycznym „wezwaniem na dywanik”, po tym, jak Donald Tusk nasłuchał się o swoich współpracownikach od szefa CBA Mariusza Kamińskiego.
Czytaj dalej >>>


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!