Nie o program tu chodzi, a o czas. Czas polowania. W publicznym radiu i telewizji trwa wielka licytacja - kogo odwołać i kogo wstawić. "Wyborcza" nie może znieść, że jakikolwiek dyrektor z czasów prezesury Czabańskiego miałby przetrwać. Może nowi członkowie władz radia - mieszanina postkomunistycznych mianowańców Samoobrony i narodowców z Ligi - to nie są wymarzeni adresaci życzeń i zażaleń Ale warto do nich zakołatać.

Co z tego, że Skowroński jest dziennikarzem o niekwestiowanym dorobku (co gdy przejrzeć poczet dyrektorów w Polskim Radio zdarza się nieczęsto). Cóż, że przywrócił Trójce dawny blask i markę przywracając jej inteligencki charakter, a jednak nie tracąc - a wręcz odzyskując słuchaczy? Co z tego wreszcie, że zastąpiłby go z pewnością któryś z radiowych pogrobowców dawnego SLD-owskiego chowu, a perspektywicznie mianowaniec PO? Trzeba walczyć z nie naszymi. To cały program zmian.

Polowanie z nagonką prowadzą zresztą nie tylko gazety. W TVN 24 Stefan Niesiołowski ogłosił swą radość wywołaną zniknięciem Anity Gargas i Joanny Lichockiej. Władze telewizji publicznej w minionym okresie były upolitycznione. Ale czy TVP stanie się mniej polityczna, jeśli to poseł PO będzie decydować, kto ma prawo prowadzić program?

DZIENNIK wiele razy wskazywał na przypadki wprzęgnięcia publicznych mediów w rydwan doraźnych interesów PiS. Zwłaszcza w początkowym okresie prezesury Andrzeja Urbańskiego. Czy to jednak powód do wojny z dziennikarzami? Tropienia ich i wyrzucania? Wiele razy pisałem, że drogą nie są czystki a la Niesiołowski, a tworzenie różnobarwnych okienek, co Urbański przed swoim upadkiem zaczął zresztą robić . Mnie nie cieszy zdejmowanie jakiegokolwiek programu, czy prowadzącego. Wolę poszerzanie oferty niż proste odwracanie politycznego wahadła. Zwłaszcza, gdy dawne gwiazdy lewicowej telewizji Kwiatkowskiego tak świetnie odnaleźli się w roli gwiazd telewizji komeprcyjnych.

Jak się zdaje, czeka nas jednak zaprzeczenie tej zasady. Jarosław Gowin może do woli przekonywać, że wolałby reformować telewizję z dalajlamą, ale musi z Robertem Kwiatkowskim. Obawiam się, że to nie tylko kwestia dopuszczenia skompromitowanej osoby do roli konsultanta. TVP w czasach Kwiatkowskiego nie wpuszczała publicystów o nawet lagodnie nielewicowej wrażliwości na antenę. W końcu w ogóle pozbyła się publicystyki - poza gadającymi głowami polityków. To samo było w czasach dominacji postkomunistów w Polskim Radio. Obawiam się recydywy tej sytuacji - zgotowanej nam przez koalicję Farfała i Rudomino, albo koalicję medialną PO-SLD. W Trójce pod Skowrońskim słyszałem wszystkie opcje, łącznie z mocno reprezentowanymi dziennikarzami "Wyborczej". Jak będzie jutro?