Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski nie widzi powodu, dla którego premier miałby przepraszać Grażynę Gęsicką, za słowa Janusza Palikota o tym, że pani poseł się prostytuuje. Moim zdaniem Donald Tusk postąpił bardzo dobrze. Gdybym był prezesem partii i premierem, na jego miejscu też bym przeprosił Gęsicką. Jarosława Kaczyńskiego zresztą też.

Komorowski w Radiu ZET przypominał, że niegdyś sam Kaczyński w czasie publicznego wystąpienia mówił o sprostytuowanych prawnikach. Według mnie, te niedookreślone słowa to jednak nie to samo co wypowiedź Palikota. Kaczyński nie adresował tych słów do konkretnej osoby. Nikt mógł nie uważać się za sprostytuowanego prawnika, a więc nikt nie musiał się poczuć urażony. Pani Gęsicka jest generalnie dużo mniej sympatyczna niż pan Palikot. On ma jakiś wdzięk, a pani minister, z tą swoją miną Dulskiej, nadęciem, obrażona do żywego, a jednocześnie gruntownie zakłamana, sympatii nie budzi. Dała się wykorzystać Kaczyńskiemu do kłamstwa. Jej konferencja prasowa wyglądała tak, jakbym ja stanął obok Romana Giertycha i chcąc, by mnie wziął na listy wyborcze, zaczął podważać teorie ewolucji i mówić, że człowiek nie pochodzi od małpy, tylko od motyla. Pani Gęsicka zafundowała obrzydliwy spektakl. Ale to jednak w niczym nie upoważnia nikogo, żeby w jej kontekście używać słowa prostytucja. Taki język jest niezgodny ze standardami panującymi w Platformie i premier swoją postawą dał temu wyraz. Zrobił to przepraszając również Jarosława Kaczyńskiego za absurdalne i niedopuszczalne rozważania na temat płci i preferencji seksualnych. Sam dziś nie przeprosiłbym Kaczyńskiego, bo on mnie za obraźliwe słowa też nie przeprosił. Ale będąc premierem, postąpiłbym tak samo jak Donald Tusk.