Jak dotąd mamy bardzo mało informacji na temat spotkania premierów Tuska z Putinem. Z pewnością podczas rozmowy kluczowa dla Polski była sprawa przerwania nam dostaw gazu przez RosUkrEnergo. To firma prywatna o kapitale rosyjsko - ukraińskim, która została zarejestrowana w Szwajcarii i ma niejasną strukturę własnościową. W ubiegłym roku rozpisywano się o powiązaniach RosUkrEnergo z podejrzanymi biznesmenami, którzy po czasie zostali w Rosji aresztowani. Jakiekolwiek deklaracje premiera Putina o tym, że problem z dostawami gazu chyba będzie rozwiązany budzą podejrzenia o jego ewentualnych powiązaniach.

Nie byłoby natomiast dobrze, gdyby premier Tusk podejmował temat rozmieszczenia rakiet Iskander w pobliżu naszej granicy. Niezwykle ciekawą rzeczą byłoby obserwowanie, jak tamtejsza armia rozstawia pod lasem tekturowe atrapy. Póki co istnieje tylko niepełna brygada tych rakiet, a ich stałym miejscem pozostaje ciągle poligon doświadczalny. Ten rodzaj broni nie wyszedł więc poza stadium prób. Można powiedzieć, że tych rakiet Rosja po prostu nie ma, a zapowiedzi, że zostaną wprowadzone do uzbrojenia armii, słyszymy już od około pięciu lat.

Wiadomo, że takie spotkania organizowane są po to, by politycy wymieniali poglądy o charakterze informacyjnym. Trudno jednak orzec, w jakim stopniu było ono czysto kurtuazyjne, a w jakim było czymś więcej. Jedno jest pewne - Putin potwierdził swoją wiosenną wizytę w Polsce, co jest odpowiedzią na zaproszenie złożone w czasie zeszłorocznej wizyty premiera Tuska w Moskwie. Po tym nikt nie zakwestionuje, że spotkania polityków to ważny element działania na rzecz państwa.