Konkrety: jednosobowa firma wystawia co miesiąc faktury na kwotę 15 tys. zł. Tyle otrzymuje przed opodatkowaniem. W wersji radykalnej od tej kwoty liczona byłaby wysokość składki ZUS. No to policzmy, używając specjalnego kalkulatora. Ubezpieczenie społeczne wyniesie 4,7 tys. zł, Fundusz Pracy niemal 400 zł, ubezpieczenie zdrowotne 1350 zł. Ogółem daje to miesięczne świadczenie na rzecz państwa na poziomie prawie 6,5 tys. zł. Dzisiaj nieznacznie przekracza tysiąc złotych – wzrośnie zatem sześć i pół raza. Ale to nie wszystko, bo za pozostałą kwotę 8,5 tys. zł trzeba będzie oczywiście zapłacić podatek dochodowy. Niech będzie 19 proc. Czyli ponad 1600 zł. Netto zatem zostanie jedno- osobowej firmie mniej niż 7 tys. zł. Oznacza to, że obciążenie na rzecz państwa przekroczyłoby 50 proc. dochodów firmy. To z kolei oznacza, że może jedna trzecia, a może trzy czwarte jednoosobowych firm zniknie w pierwszym roku obowiązywania nowych przepisów. Reszta pewnie zniknie w drugim roku. Czy osoby, które dzisiaj je tworzą, znajdą pracę na etatach? Jest to niemal tak prawdopodobne, jak to, że niski dorosły mężczyzna może urosnąć.

PiS mówi, że w ten sposób ograniczy niesprawiedliwość polegającą na tym, że prowadzący jednoosobowe firmy w praktyce są gdzieś zatrudnieni, a płacą znacznie mniej niż pracownicy etatowi. Zapominają jednak o tym, że samozatrudnieni, nawet jeśli opierają się na jednym stałym zleceniu, nie mają kodeksowej ochrony takiej jak etatowcy, nie mają formalnego prawa do urlopu wypoczynkowego i okolicznościowego, dni wolnych na żądanie czy okresu wypowiedzenia i prawa do dochodzenia swoich racji przed sądem pracy. Czy to się zmieni? Czy PiS im to zapewni?

To jeden z najgorszych pomysłów na linii polityka – przedsiębiorcy nie tylko tego rządu, ale całych 26 lat polskiej wolności. Pomysł wręcz skandaliczny, podkładający bombę pod z trudem budowaną wciąż polską przedsiębiorczość.

Już dzisiaj idę o zakład, że jeśli pierwsze pomysły nabiorą kształtu – oby nie – zmiotą rząd Beaty Szydło szybciej, niż mu się wydaje. Może nawet natychmiast. Jeśli ta obłąkańcza idea rodem ze szpitala dla nerwowo chorych wejdzie w życie, będzie bowiem oznaczała rewolucję. Taką jednak, jakiej nawet liderzy PiS w swej przebiegłości w ferworze naprawy państwa nie są dzisiaj w stanie sobie wyobrazić.