Magdalena Rigamonti: A prezes?

prof. Jerzy Bralczyk: Z wielką satysfakcją językową słuchałem go lat temu 20, kiedy był posłem PC. Było wtedy dwóch posłów, którzy uprawiali mowę parlamentarną ciekawą językowo i składniowo. To byli Józef Oleksy i Jarosław Kaczyński. Lubiłem ich słuchać ze względu na długie okresy, umiejętność dobrego budowania zdania. Do dzisiaj lubię słuchać Kaczyńskiego. Kiedy mówi o mordach zdradzieckich, to nie powie: "Wy jesteście kanalie", tylko: "Jesteście kanaliami!". Używa narzędnika. Kiedy cytuje Kornela Ujejskiego, mówiąc, że "inni szatani byli tam czynni", to ja od razu czuję bliskość, choć nie podoba mi się to dzielenie.

Pan też dzieli.

Ja analizuję, a nie zajmuję stanowisko. Jarosław Kaczyński na pewno mówić potrafi. Do tego jest charyzmatykiem. To kwestia słów, składni, intonacji. Bardzo często wypowiedzi charyzmatyków nie mają konsekwentnej składni, są agramatyczne. Kiedy wygłaszam zdanie, które jest zbudowane z podmiotu, orzeczenia, dopełnień, różnych przydawek i okoliczników, ma początek i koniec, to sprawia ono wrażenie ukształtowanej całości. Tymczasem natura nasza, krew, która w nas buzuje, kojarzy się z dominacją znaczeń słów nad składnią. Na przykład ojciec Tadeusz, wybitnie agramatyczny, ma językową charyzmę. Albo Lech Wałęsa, który przecież też gramatyce dużo nie zawdzięcza. Bardzo często spontaniczność, naturalność kojarzą się z nieporządkiem, a wtedy nasze porozumienie jest, nie powiem – pozawerbalne, ale na pewno pozaskładniowe. Wychwytujemy ideę w stanie czystym.

I od razu ją cenimy.

Nawet nie wiemy, czy cenimy, ale za nią idziemy, trafia nam w serce, nie do głowy. Przesadzam trochę, żartuję. Jarosław Kaczyński miał kiedyś dobrą składnię.

A nie miał charyzmy?

Nie wiem właśnie. Może to kwestia czasu, kwestia etapów. Bardzo trudno orzekać o sprawach, w których mieszają się porządek emocjonalny z racjonalnym. Trudno jest pobudzać emocje, mówiąc w sposób zorganizowany. Kiedyś tak było. Kiedyś mowa typu cyceroniańskiego czy choćby u nas Ignacego Daszyńskiego w międzywojniu charakteryzowała się dobrą konstrukcją, dobrze rozłożonymi akcentami – i była przekonująca. Daszyński był świetnym mówcą parlamentarnym, ale nie wiem, czy wiecowym. A mówcy wiecowi dość często swoją popularność zawdzięczają intonacji, umiejętności oddzielania słów. Intonacja i gesty są w ogóle bardzo ważne. Proszę posłuchać ministra Antoniego Macierewicza, który dodaje do tego wszystkiego ważny gest kiwnięcia głową przy ważnych słowach. Raczej słowach ważnych. Bo szyk też jest ważny. W sytuacjach ważniejszych mówi często staccato. Każde (pauza) słowo (pauza) osobno. Dobierając słowa patetyczne, organizuje świadomość.

Naszą?

Albo waszą. Albo ich. Publiczności. Prezydent Andrzej Duda często też ma podobny sposób oddzielania słów. Mówienie słowami, a nie zdaniami oddala pytanie o prawdę. Mówiąc pojedynczymi słowami nadajemy im wartość, ale tym samym niekoniecznie budujemy sądy weryfikowalne. Głos też jest istotny. Kto wie, czy głos lekko zbolałej matki Polki nie przydaje się pani premier.

CAŁY WYWIAD DOSTĘPNY W PIĄTKOWYM WYDANIU MAGAZYNU DGP >>>